Kim Dzong Un wysyła wojskowych do Ukrainy. Co to zmienia na froncie wojny?

Wygląda na to, że niedawna wizyta Władimira Putina w Korei Północnej miała konkretny cel. Władze w Pjongjangu wysyłają nad Dniepr swoje jednostki wojskowe, ale walczyć tam nie będą. Przynajmniej na razie.

Publikacja: 27.06.2024 21:16

Kim Dzong Un z Władimirem Putinem

Kim Dzong Un z Władimirem Putinem

Foto: Gavriil GRIGOROV / POOL / AFP

Dotychczas współpraca Korei Północnej z Federacją Rosyjską polegała przeważnie na tym, że Kim Jong Un wysyłał tam pociski artyleryjskie. Korea Poludniowa oszacowała nawet, że armia Putina otrzymała dzięki temu prawie 5 mln takich pocisków, niezbędnych do nieustannego bombardowania Ukrainy. Wygląda na to, że podpisany podczas niedawnej wizyty rosyjskiego dyktatora w Pjongjangu „Traktat o wszechstronnym partnerstwie strategicznym” wyprowadza współpracę militarną między krajami na wyższy poziom. Kim Jong Un zdecydował wysłać swoich wojskowych do Ukrainy.

Czym wojskowi z Korei Północnej będą się zajmowali w Ukrainie?

Amerykański Instytut Badań nad Wojną (ISW) podaje, że Korea Północna wyśle swoje wojska inżynieryjne do Ukrainy, do okupowanego przez Rosjan obwodu donieckiego. Wcześniej o takich planach północnokoreańskiego dyktatora informowała południowokoreańska stacja TV Chosun, powołując się na własne źródło w rządzie w Seulu.

Czytaj więcej

Korea Północna ujawnia szczegóły paktu obronnego zawartego z Rosją. "Pomoc bez zwłoki"

Z informacji tych wynika, że północnokoreańscy wojskowi pojadą do Donbasu już w lipcu, mają zostać zaangażowani do odbudowy infrastruktury Doniecka. W zamian Pjongjang miałby otrzymać od Moskwy nawet 115 mln dolarów rocznie, jeżeli wyśle tam trzy–cztery brygady. Obecność kilku tysięcy wojskowych z Korei Północnej pozwoliłaby Rosjanom uwolnić część swoich sił, zaangażowanych obecnie do różnego rodzaju działań na zapleczu i, być może, przerzucić je na front. Na Kremlu na razie nie komentują tych informacji. Eksperci w Kijowie przekonują zaś, że obecność w Donbasie północnokoreańskich wojskowych oznaczałaby przełom w trwającej od ponad dwóch lat wojnie.

Czy Kim wyśle swoich żołnierzy do walki z Ukraińcami? Ukraiński ekspert wojskowy uważa, że to możliwy scenariusz

 – To byłby pierwszy przypadek udziału w wojnie rosyjsko-ukraińskiej wojskowych z państwa trzeciego. Dotychczas byli tam najemnicy, ale nie żołnierze regularnych armii. Nawet Białoruś, która wciągnęła się w konflikt, nie wysyłała żołnierzy sił zbrojnych. To zmienia sytuację. Trwa internacjonalizacja konfliktu – mówi „Rzeczpospolitej” Ołeksij Melnyk, ekspert ds. bezpieczeństwa międzynarodowego z kijowskiego Centrum Razumkowa.

To byłby pierwszy przypadek udziału w wojnie rosyjsko-ukraińskiej wojskowych z państwa trzeciego. Dotychczas byli tam najemnicy, ale nie żołnierze regularnych armii. Nawet Białoruś, która wciągnęła się w konflikt, nie wysyłała żołnierzy sił zbrojnych. To zmienia sytuację. Trwa internacjonalizacja konfliktu.

Ołeksij Melnyk, kijowski ekspert z Centrum Razumkowa

Jak twierdzi, obecność kilku tysięcy północnokoreańskich wojskowych nie zmieni radykalnie sytuacji na froncie, ale wzmocni Rosjan.  Przecież nie będą zajmować się remontem dachów czy wymianą okien w budynkach cywilnych. Inżynierowie wojskowi m.in. budują mosty i koleje. Ale też mogą uczestniczyć w minowaniu i rozminowaniu terenów – dodaje.

Czytaj więcej

Marszałek z Korei Północnej ostrzega USA przed "nową wojną światową"

Nie wyklucza, że Korea Północna za jakiś czas może pójść dalej i wysłać swoich żołnierzy na front. – To taki próbny krok. Następnie Kim, za odpowiednie wynagrodzenie, może zaproponować Rosji swoich żołnierzy do innych celów i zaangażować się w działania wojenne. Nie można tego wyzwania ignorować – uważa Melnyk. Jak Ukraina i Zachód mogą odpowiedzieć na działania północnokoreańskiej dyktatury? – Ani Ukraina, ani Zachód nie mają obecnie narzędzi, by odpowiedzieć, czy uniemożliwić tego rodzaju działań Pjongjangu. Pekin obecnie jest jedynym graczem, który jakkolwiek może wpłynąć dzisiaj na tę sytuację – uważa ukraiński ekspert.

To taki próbny krok. Następnie Kim, za odpowiednie wynagrodzenie, może zaproponować Rosji swoich żołnierzy do innych celów i zaangażować się w działania wojenne. Nie można tego wyzwania ignorować. 

Ołeksij Melnyk, kijowski ekspert z Centrum Razumkowa

Rosja od dawna wykorzystuje pracowników z Korei Północnej

O tym, że Rosja lekceważy sankcje, pod którymi się podpisała jako członek Rady Bezpieczeństwa ONZ, świadczy chociażby to, że pracownicy z Korei Północnej ciągle są wykorzystywani do pracy we wschodnich regionach kraju. Mówią o tym rosyjscy obrońcy praw człowieka, ale też firmy zajmujące się w Rosji pośrednictwem pracy. Przedstawicielka jednej z takich firm Ksenia Awerina w październiku ubiegłego roku opowiadała w rozmowie z portalem fedpress.ru, że obywatele Korei Północnej pracują przeważnie na budowach i „cieszą się dużym popytem”. Tłumaczyła, że wysłani przez Kima pracownicy „godzą się pracować całodobowo”.

Dotychczas współpraca Korei Północnej z Federacją Rosyjską polegała przeważnie na tym, że Kim Jong Un wysyłał tam pociski artyleryjskie. Korea Poludniowa oszacowała nawet, że armia Putina otrzymała dzięki temu prawie 5 mln takich pocisków, niezbędnych do nieustannego bombardowania Ukrainy. Wygląda na to, że podpisany podczas niedawnej wizyty rosyjskiego dyktatora w Pjongjangu „Traktat o wszechstronnym partnerstwie strategicznym” wyprowadza współpracę militarną między krajami na wyższy poziom. Kim Jong Un zdecydował wysłać swoich wojskowych do Ukrainy.

Pozostało 90% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
Donald Trump komentuje decyzję Joe Bidena. „To najgorszy prezydent w historii”
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Polityka
Joe Biden rezygnuje z kandydowania na prezydenta USA. Wskazał, komu przekazuje poparcie
Polityka
Wymiana Joe Bidena na innego kandydata niezgodna z prawem? Republikanie ostrzegają
Polityka
Donald Trump i Wołodymyr Zełenski zdołali się dogadać? Szczegóły zdradzili dopiero we wpisach w mediach społecznościowych
Polityka
Zwycięstwo Joe Bidena czy Donalda Trumpa korzystniejsze dla Polski? Najnowszy sondaż dla rp.pl