Ukraina w NATO? Obietnica bez pokrycia mobilizuje Rosję

4 kwietnia 2008 roku w Bukareszcie alianci zapowiedzieli, że Ukraina przystąpi do NATO. Do tej pory nie wiadomo, ani kiedy, ani jak.

Aktualizacja: 05.04.2024 06:21 Publikacja: 05.04.2024 04:30

Ukraina w NATO? Obietnica bez pokrycia mobilizuje Rosję

Foto: Adobe Stock

Od końca zimnej wojny liczba państw należących do NATO podwoiła się. Dziś jest ich 32. Przykład pokazały Polska, Czechy i Węgry, które znalazły się w pakcie w 1999 r. Wtedy był to proces łatwy i przyjemny. Rosja pozostawała za słaba, aby mu się przeciwstawić, a Ameryka sądziła, że oferując państwom Europy Środkowej członkostwo ogranicza się do gestu zasadniczo symbolicznego: wojna na naszym kontynencie wydawała się czymś niewyobrażalnym.

Słabość Ameryki wobec Rosji

To właśnie na fali takiego myślenia George W. Bush chciał w 2008 r. zaoferować Ukrainie (i Gruzji) plan działań na rzecz członkostwa (MAP), rodzaj przedsionka do pełnej akcesji. Pomysł został zablokowany przez Niemcy i Francję. Do dziś trwa spór, czy inicjatywa Paryża i Berlina przyspieszyła wojnę, bo Putin wyczuł słabość Zachodu, czy opóźniła, bo Kreml doszedł do wniosku, że Kijów nie wymknie się natychmiast spod jego kontroli.

Faktem pozostaje, że wbrew nadziejom Gruzinów Waszyngton nie ruszył palcem, gdy cztery miesiące po bukareszteńskim szczycie Rosja zajęła znaczną część ich kraju. Ukraińcy przez kolejne 16 lat pozostali zaś z przeklętą formułą ustaloną w rumuńskiej stolicy, że „staną się członkiem NATO”. Ta obietnica na razie bez pokrycia z jednej strony mobilizuje Moskwę do możliwie szybkiego odzyskania kontroli nad dawnym, ukraińskim satelitą, a z drugiej nie zobowiązuje sojuszu atlantyckiego do żadnego konkretnego działania.

Ukraińcy przez kolejne 16 lat pozostali z przeklętą formułą ustaloną w rumuńskiej stolicy, że „staną się członkiem NATO”

Lipcowy szczyt paktu w Waszyngtonie tego nie zmieni. Dzieje się tak przede wszystkim z powodu słabości samego NATO. Spotkanie odbędzie się na ostatniej prostej wyborów prezydenckich w USA, przez co Joe Biden nie może podjąć zbyt daleko idących zobowiązań, jeśli nie chce się narazić w znacznym stopniu izolacjonistycznym, amerykańskim wyborcom. Ale i pozostałe kraje sojuszu, sparaliżowane strachem przed dojściem do władzy Donalda Trumpa, nie są gotowe na uzgodnienie strategicznych decyzji.

Swój udział w zablokowaniu ukraińskiej drogi do NATO ma jednak i Putin. Wypowiedziana przez niego brutalna wojna pokazała, że udzielenie gwarancji bezpieczeństwa Ukrainie nie jest już tylko dyplomatycznym gestem, ale bardzo konkretnym zobowiązaniem do podjęcia walki z Rosjanami.

– Wątpię, żeby opinia publiczna w większości krajów europejskich, w tym w Polsce, była na to gotowa – przyznał w niedawnym wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” szef MSZ Radosław Sikorski.

Poetyka mowy-trawy w sprawie Ukrainy w NATO

W tej sytuacji za zaproszeniem Kijowa do NATO lub przynajmniej określeniem kalendarza takiej akcesji są kraje bałtyckie i w znacznym stopniu po to, by utrzymywać Kreml w niepewności, Francja. To za mało, aby taki plan stał się realny: niepomiernie bardziej wpływowa Ameryka i Niemcy są przeciw. Pozostaje więc ekwilibrystyka słowna. Ma ona pokazać, że jednak Ukraina robi jakiś postęp na drodze do wejścia do paktu i wymyka się z rosyjskiej strefy wpływów. Na ostatnim szczycie NATO w Wilnie zapisano, że sojusz „będzie gotowy do zaproszenia Ukrainy do przystąpienia do paktu wtedy, gdy alianci się na to zgodzą, a warunki po temu zostaną spełnione”. Czy w ramach tej poetyki mowy-trawy da się coś więcej wycisnąć? Głowią się nad tymi w tej chwili najlepsi oratorzy Zachodu.

Czytaj więcej

Rzecznik Kremla diagnozuje stosunki Rosja-NATO. Mówi o "bezpośredniej konfrontacji"

W bardziej realnej rzeczywistości powstają konkretne inicjatywy pomocy dla Ukrainy. Czesi zbudowali koalicję, która skupuje na całym świecie amunicję dla Ukraińców. Emmanuel Macron stara się wytrącić Putina z równowagi dwuznaczną zapowiedzią, że natowskie wojska mogłyby się pojawić na Ukrainie. Polska daje przykład, jak wygrać wyścig zbrojeń z Rosją. Sekretarz generalny paktu Jens Stoltenberg stara się zebrać pod parasolem NATO wsparcie wojskowe dla Ukrainy poszczególnych państw. Ma nadzieję, że zwiąże to ręce Ameryki na wypadek, gdyby Donald Trump znów znalazł się w Białym Domu.

Wszystko to oznacza jednak, że trwająca już dziesięć lat wojna na Ukrainie potrwa wiele kolejnych lat, może nawet dekad. Jej koniec będzie możliwy dopiero wtedy, gdy zostanie ustalony przebieg granicy między zachodnią i wschodnią częścią Europy. Bo wyznacza go członkostwo w sojuszu atlantyckim.

Od końca zimnej wojny liczba państw należących do NATO podwoiła się. Dziś jest ich 32. Przykład pokazały Polska, Czechy i Węgry, które znalazły się w pakcie w 1999 r. Wtedy był to proces łatwy i przyjemny. Rosja pozostawała za słaba, aby mu się przeciwstawić, a Ameryka sądziła, że oferując państwom Europy Środkowej członkostwo ogranicza się do gestu zasadniczo symbolicznego: wojna na naszym kontynencie wydawała się czymś niewyobrażalnym.

Pozostało 89% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
Grecja: Wielki wyciek danych wyborców przed wyborami do PE. Europosłanka zapłaci
Polityka
Klapa „nowej elity” Putina. Weterani wojny z Ukrainą nie będą rządzić Rosją
Polityka
Korea Płn. próbowała umieścić satelitę na orbicie. Skończyło się eksplozją
Polityka
Unia Europejska w obliczu dwóch wojen. Bruksela szuka porozumienia ws. Ukrainy i Strefy Gazy
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie
Polityka
Wybory na prezydenta Litwy. Gitanas Nausėda znów pokonał Ingridę Šimonytė
Polityka
Wszystkie drogi republikanów prowadzą do Trumpa