Gęstnieją chmury nad Dniestrem. W Naddniestrzu i Gagauzji rosną tendencje separatystyczne

Rosja próbuje wywierać coraz silniejszy nacisk na Mołdawię, szantażując ją przy pomocy separatystycznego Naddniestrza.

Aktualizacja: 19.03.2024 06:07 Publikacja: 19.03.2024 03:00

Kiszyniów, protest przed ambasadą Rosji podczas wyborów prezydenckich w Rosji, 17 marca

Kiszyniów, protest przed ambasadą Rosji podczas wyborów prezydenckich w Rosji, 17 marca

Foto: PAP/EPA, DUMITRU DORU

– Uważamy działania Rosji za obraźliwe dla suwerenności i niezależności Mołdawii. Dlatego wzywamy władze do (…) natychmiastowego wysłania do kraju rosyjskiego ambasadora – oświadczył lider prawicowej Narodowej Partii Mołdawii Dragos Galbur.

Tym razem poszło o to, że Moskwa urządziła na części mołdawskiego terytorium – w separatystycznym Naddniestrzu – głosowanie na swego prezydenta i otworzyła tam swoje komisje wyborcze. Nie pytając Kiszyniowa o zdanie.

Czytaj więcej

Naddniestrze zwraca się o pomoc do Rosji. "Presja ze strony Mołdawii"

Separatystyczne Naddniestrze, wciśnięte między Mołdawię i Ukrainę, bez przerwy jest źródłem napięć. Na początku wojny z Rosją Ukraińcy obawiali się, że stąd nastąpi pomocnicze, rosyjskie uderzenie na Odessę, dla wsparcia desantu z morza. Niebezpieczeństwo zostało zażegnane głównie dzięki zatopieniu okrętu flagowego rosyjskiej Floty Czarnomorskiej, krążownika „Moskwa”. Jego utrata znacznie ograniczyła możliwości Rosjan i zniwelowała niebezpieczeństwo desantu na Odessę.

Prowokacje Kremla. Niebezpieczny incydent podczas wyborów

Już natomiast w marcu tego roku pojawiły się informacje, że naddniestrzańscy separatyści chcą prosić Kreml o przyjęcie w skład Rosji – tak jak to robili wcześniej kolaboranci z okupowanych przez Rosję terenów Ukrainy. Nie doszło do tego, ale za to Moskwa urządziła w regionie swoje wybory.

Podobnie Kreml postąpił na terenie gruzińskich Osetii Południowej i Abchazji. Ale te dwa twory uznał jednak wcześniej za niepodległe państwa, a Naddniestrza nie. Mimo że stacjonuje tam około tysiąca rosyjskich żołnierzy – zarówno jako tzw. siły pokojowe, jak i strażnicy dużych magazynów z amunicją. Znaczna też część mieszkańców regionu posiada rosyjskie obywatelstwo.

Czytaj więcej

Czy Rosja wkroczy do Naddniestrza? Mołdawia obawia się rakiet

Już w trakcie niedzielnego głosowania doszło do dziwnego incydentu, który początkowo uznano za początek otwartej fazy konfliktu. Jakiś dron uderzył w rosyjski helikopter wojskowy stojący na miejscowym lądowisku. Analitycy, obejrzawszy zdjęcia, doszli do wniosku, że maszyna stała w tym samym miejscu od 2008 roku, najprawdopodobniej rozbierana na części zamienne. Nie wiadomo, kto i po co dokonał dziwnego ataku, choć oczywiście separatyści od razu oskarżyli Kiszyniów o nasyłanie na ich tereny grup dywersyjnych.

W Naddniestrzu i Gagauzji rosną tendencje separatystyczne

Ale dziwny incydent przypomniał też o wojskowym zagrożeniu, jakie płynie z Naddniestrza, odległego od ukraińskiej Odessy jedynie o około 40 kilometrów stepu. Rosyjska Flota Czarnomorska nie jest jednak w stanie dokonać desantu w tym rejonie po stratach, jakie zadali jej Ukraińcy. W ogóle stara się nie wypływać z portów na wschodnim wybrzeżu Morza Czarnego. Za to w przypadku otwartego konfliktu ukraińskie oddziały lądowe mogłyby dość szybko opanować separatystyczny region, w którym znajdują się składy tak potrzebnej im amunicji. Jednocześnie Naddniestrze można łatwo odciąć od Rosji, blokując mu wszystkie połączenia z Mołdawią. Ewentualny rosyjski (czy tylko separatystyczny) atak na ten kraj mógłby sprowokować odpowiedź rumuńską.

Mimo to Kreml nie ustaje w prowokowaniu niepokojów w regionie. Ostatnio Putin przyjął na Kremlu szefową władz wykonawczych innego, mołdawskiego regionu Gagauzji. Tam równie silne są nastroje prorosyjskie. Oba regiony cały czas stanowią narzędzie nacisku na Kiszyniów, który konsekwentnie wybiera integrację z Europą. Prezydent Maia Sandu zapowiedziała na październik referendum w tej sprawie.

W sąsiedniej Rumunii rozpoczęto budowę jednej z największych (jeśli nie największej) bazy wojskowej NATO. Podobno będzie większa nawet od Ramsteinu w Niemczech i zapewni sojuszowi kontrolę nad całym regionem – w tym Mołdawią.

– Uważamy działania Rosji za obraźliwe dla suwerenności i niezależności Mołdawii. Dlatego wzywamy władze do (…) natychmiastowego wysłania do kraju rosyjskiego ambasadora – oświadczył lider prawicowej Narodowej Partii Mołdawii Dragos Galbur.

Tym razem poszło o to, że Moskwa urządziła na części mołdawskiego terytorium – w separatystycznym Naddniestrzu – głosowanie na swego prezydenta i otworzyła tam swoje komisje wyborcze. Nie pytając Kiszyniowa o zdanie.

Pozostało 89% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
Prezydent Botswany grozi. Słonie trafią do Hyde Parku?
Polityka
Orbán: Celem czerwcowych wyborów jest zmiana przywództwa Unii Europejskiej
Polityka
Spiker Izby Reprezentantów wyznaczył termin głosowania nad pomocą dla Ukrainy
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Polityka
Donald Tusk w setce najbardziej wpływowych ludzi magazynu "Time"