Po cóż więc przywiązywać się do tych całych stu dni, gdy w planach rządzenie do końca świata. Po cóż bilanse skoro jest tak dobrze, a tylko ta opozycja znów nie daje spokojnie pracować i przeszkadza. Zamiast cieszyć się, że rząd jest, pracuje, dba o dobre samopoczucie, umacniania się w przekonaniu, że dokonuje dobrej zmiany i wykreśla ze słowników pojęcie „nie da się”, to opozycja nie wiedzieć czemu pyta ciągle o jakiś tam bilans stu dni, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie. Na nic tłumaczenie z ław rządowych i od licznych sympatyków, że sto dni, to tylko takie hasło i nie ma co się na nie powoływać. Bo przecież, jak coś jest dobre i ma służyć na lata, to czy będzie to wprowadzone w życie teraz, czy za kolejne sto, czy dwieście dni i tak nie ma przecież żadnego znaczenia. Cóż tam jakieś sto dni w obliczu wieczności i co ważniejsze, świetlanej przyszłości naszego rozkwitającego w nieprawdopodobnym tempie kraju.
Też dziwię się opozycji, że tak naciska na ten studniówkowy bilans, jakby nie widziała, że obiecane ustawy, nawet jeśli jeszcze nie powstały, gdzieś się zagubiły, lub trzeba je na poczekaniu redagować na nowo, to już sama ich zapowiedź i obietnica wprowadzenia sprawiła, że Polska zaczęła się zmieniać na naszych oczach. Rozkwita, rozwija się, jest asem i wzorem do naśladowania. A przecież doskonale pamiętamy, że jeszcze właśnie te sto dni temu była w zapaści, zwijała się, marnowała swoje szanse rozwojowe. Dziś to całkiem inna Polska, w której żaden Trybunał nie stanie na drodze do zmian, media publiczne nie będą zakłamywały rzeczywistości, żadne trupy z szaf już nie wyskoczą, bo się je wszystkie odnajdzie i odpowiednio dzięki nim ukształtuje przeszłość, z której wreszcie będziemy mogli być dumni, która nas zjednoczy, a bohaterzy będą prawdziwi i nieskazitelni, jak święci, którzy będą nam wytyczali drogę.
Czepianie się, że nie wszystko się udało zrobić z rzeczy, które były obiecane i zaplanowane, to przecież coś więcej niż tylko zwykłe czepialstwo. To ewidentne wkładanie kija w szprychy rozpędzającej się maszyny. Przecież nie da się realizować obietnic i pisać ustaw, gdy znów trzeba będzie wszystkie siły rzucić na obronę dobrego imienia dobrej zmiany.Gdy tyle czasu trzeba przeznaczyć na tłumaczenie, że nie da się w takich warunkach pracować, bo przecież cały ten czas trzeba marnować na tłumaczenie niewdzięcznej opozycji, co się udało zrobić. Z niewiadomych przecież powodów sama z siebie na tym skupić się nie chce.
A przedstawienie bilansu stu dni rządu jest proste. To sto dni, w których rząd musiał zajmować się przeszkadzającą mu opozycją, która teraz czepia się, że rząd zajmował się jedynie opozycją. Polakowi nie dogodzisz.