Projekt ustawy, nazywanej przez opozycję Lex Tusk, ocenili jako niekonstytucyjny nie tylko profesorowie prawa, ale także Biuro Legislacji Sejmu.

Podczas głosowania w Sejmie obecny był Donald Tusk, przywitany buczeniem i okrzykami "Do Berlina!" z jednej, a oklaskami i owacją na stojąco z drugiej strony sali.

Czytaj więcej

"Lex Tusk". PiS przegrał w Sejmie głosowanie w sprawie powołania komisji

Ustawa została przyjęta głosami Prawa i Sprawiedliwości (wstrzymała się od głosu Anna Maria Siarkowska), posłów Kukiz'15, koła Polskie Sprawy i głosami posłów niezrzeszonych - Zbigniewa Ajchlera i Łukasza Mejzy.

Przeciwko powołaniu komisji jednogłośnie opowiedzieli się posłowie KO, Lewicy, PSL - Koalicji Polskiej, Konfederacji, Polski 2050, Porozumienia, LD, Wolnościowców i pięciorga posłów niezrzeszonych - Ryszarda Galli, Hanny Gill-Piątek,  Wojciecha Maksymowicza, Pawła Szramki i Michała Wypija.

Ustawa zakłada m.in., że komisja będzie łączyć funkcje służb specjalnych, prokuratury i sądu. Dziewięciu członków komisji mogłoby w ramach decyzji administracyjnej orzec 10-letni zakaz pełnienia funkcji publicznej czy zakaz dostępu do informacji niejawnych.

Rzecznik Praw Obywatelskich prof. Marcin Wiącek zwrócił uwagę, że cel działania komisji opisany jest jako ukaranie osoby działającej pod rosyjskim wpływem na szkodę Rzeczpospolitej, a takimi procedurami zajmują się w Polsce wyłącznie sądy.

Czytaj więcej

Polowanie na Donalda Tuska. W piątek głosowanie

Wprost o celu powołania samej komisji mówił natomiast poseł Suwerennej Polski Janusz Kowalski, który utrzymuje, że w latach 2007-2014 Donald Tusk prowadził "prorosyjską politykę" i dlatego musi przed taką komisją stanąć.

Politycy opozycji oceniają, że komisja miałaby powstać po to, aby uderzyć w lidera PO i wyeliminować go z życia politycznego.

Po raz pierwszy o powołaniu komisji ds. zbadania rosyjskich wpływów mówił w ubiegłym roku Jarosław Kaczyński, wówczas w kontekście polityki energetycznej rządu PO-PSL  w latach 2007-2015.