Reklama

Jakie są ustalenia polskiego śledztwa ws. uszkodzenia gazociągów Nord Stream?

Polskie śledztwo nie potwierdza rewelacji z Niemiec o udziale w sabotażu załogi jachtu „Andromeda" i firmy należącej do Ukraińców.

Publikacja: 26.05.2023 03:00

Widok z duńskiego myśliwca  F-16 na wyciek gazu Nord Stream 2, wtorek, 27 września 2022

Widok z duńskiego myśliwca F-16 na wyciek gazu Nord Stream 2, wtorek, 27 września 2022

Foto: PAP/Newscom

Kilka krajów próbuje dociec, kim byli zamachowcy, którzy 26 września ubiegłego roku wysadzili obie nitki bałtyckiego gazociągu Nord Stream i jedną z dwóch rur Nord Stream 2, które doprowadzały rosyjski gaz do Niemiec. Własne śledztwa prowadzą Szwedzi, Duńczycy, Niemcy. W Polsce zajmuje się tym Pomorski Wydział ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej wspólnie z Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Czytaj więcej

Trop do wybuchów na Nord Stream prowadzi na Ukrainę i warszawskie Powiśle

Kilka dni temu media podały, że niemieccy śledczy badają dwa nowe tropy wiodące do Ukrainy, w których ma się pojawiać polski wątek. Doniósł o tym niemiecki „Süddeutsche Zeitung”, powołując się na ustalenia „międzynarodowej sieci dziennikarskiej” (do której należą też niemieccy publiczni nadawcy, dwie gazety: szwedzka i duńska oraz polski portal frontstory.pl).

Mętnie z Andromedą

Najpierw w marcu telewizja ARD i tygodnik „Die Zeit” ujawniły brzmiące sensacyjnie informacje, że za wybuchem mogła stać załoga jachtu „Andromeda”. Na początku września 2022 r. pięciu mężczyzn i kobieta wypłynęli nim z Rostocku (mieli tam dotrzeć vanem na polskich numerach) do duńskiej wyspy na Bałtyku, blisko miejsca eksplozji. Podłożenie i odpalenie ładunków wybuchowych mogło być przeprowadzone z pokładu jachtu – sugerowano. „Na stole w kajucie śledczy znaleźli później ślady materiałów wybuchowych” – wskazywały niemieckie media.

Czytaj więcej

Zidentyfikowano łódź poszukiwaną w związku z eksplozjami rurociągu Nord Stream
Reklama
Reklama

– Oba wątki były sprawdzane i zdecydowanie nie są wiodące – słyszymy od osoby mającej wiedzę o polskim śledztwie. Wersja o załodze „Andromedy” ma wiele słabych punktów. Jakich?

– Osoby na jachcie zupełnie nie wyglądały na profesjonalistów, którzy mogliby wykonać takie zadanie. Balowali, głośno się zachowywali, zwracając na siebie uwagę, niektórzy z mężczyzn mieli złote łańcuchy na szyi – opowiada nam jeden ze śledczych. – Żaden profesjonalista tak ostentacyjne nie ściągałby na siebie uwagi – dodaje. Według niemieckich mediów mieli się posługiwać fałszywymi paszportami. Służby, w tym ABW, ustalają, kim naprawdę byli.

Wątpliwości jest więcej. Do wysadzenia rur użyto dużej ilości materiału wybuchowego. – Kilkadziesiąt kilogramów do eksplozji jednego gazociągu, a wysadzono trzy nitki. Transport takiego ładunku i samo zniesienie go pod wodę wymagały specjalistycznych umiejętności – mówi nam źródło zbliżone do śledztwa. – To musieli zrobić ludzie ze służb. Świetnie wyszkoleni, wyposażeni w specjalistyczny sprzęt. Od nas mogliby podołać takiemu zadaniu jedynie specjalsi z Formozy – dodaje.

„Andromeda” ma 15 metrów długości. Sabotażystom trudno byłoby przewieźć nim ciężki ładunek, a potem kilkaset kilogramów wziąć na plecy, zejść pod wodę na pełnym morzu. Gazociąg wysadzono w trzech miejscach, na głębokości ok. 70–80 metrów, prawie jednocześnie. – Zbierając całość do kupy, wersja z turystami z jachtu jest wręcz absurdalna – podsumowuje nasze źródło.

Rosjanie bez transpondera

Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita”, z ustaleń polskich śledczych wynika, że w feralnym czasie w rejonie wybuchu pływało dużo jednostek rosyjskich – kilkanaście, na pewno ponad dziesięć, i to przystosowanych do schodzenia pod wodę. I co niezwykle ważne: niektóre wyłączały tzw. transponder, czyli urządzenie, które nadaje sygnał i namierza je na wodzie – ustalili polscy prokuratorzy i funkcjonariusze ABW. Potwierdzają to także ustalenia służb duńskich – cztery dni przed wybuchami w Nord Stream w rejonie pływał rosyjski okręt SS-750 z miniaturową łodzią podwodną.

Jak zauważają nasi rozmówcy ze służb, wersję o tym, że wysadzenie rurociągów to sprawka Ukraińców, którzy się zakamuflowali w Polsce i zrobili to przy polskim udziale, lansują niemieccy śledczy.

Reklama
Reklama

Ostatnio dodano, że wynajem „Andromedy” miała opłacić ukraińska spółka Feeria Lwów z siedzibą w Warszawie, w tzw. wirtualnym biurze w bloku na Powiślu. Niemiecki „SZ” napisał: to „obecnie najgorętszy trop w poszukiwaniach zamachowców”.

Tyle że i ta hipoteza wydaje się wątpliwa, bo nazbyt oczywista – Ukraińcy z tej spółki bardzo mocno się postarali, by nie pozostać anonimowi.

Sprawdziliśmy KRS spółki – jej główni udziałowcy to znani z nazwiska, imienia, a nawet PESEL-u obywatele Ukrainy. Co ciekawe, od 2020 r. pięć udziałów (w wysokości 250 zł) w Feerii posiada niejaki Serhij Bortnyk – osoba o takich personaliach figuruje jako prorektor Charkowskiego Narodowego Uniwersytetu Spraw Wewnętrznych (uczelnia szkoli kadry mundurowe). To pułkownik, doktor prawa. Nie wiadomo, czy ktoś wykorzystał jego dane, czy istotnie Bortnyk jest w spółce.

– Gdyby jakiekolwiek służby chciały wykorzystać jakąś firmę, to doskonale by to zakamuflowały. Tu wyłożyły wszystko na tacy – sugeruje nasz rozmówca ze służb.

Spółka ma być biurem podróży, a nie ma telefonu ani strony internetowej. Nikogo nie zatrudnia, nie miała żadnych obrotów aż do 2019 r., kiedy urosły do ponad 1 mln zł, rok później – do 13,7 mln zł (a to czas pandemii). Do kogo naprawdę należy? Czy ktoś, kto zorganizował sabotaż na Bałtyku, się nią posłużył? Czy – co bardziej prawdopodobne – celowo kierował uwagę na ślepy tor.

O tych wątpliwościach pisze także Wojciech Cieśla, szef frontstory.pl. „Czy tropy akcji na Bałtyku mogą prowadzić do Moskwy? Według ekspertów, z którymi rozmawialiśmy, mogła to być rosyjska operacja »fałszywej flagi«: false flag operation to działania pod obcą banderą – tajne operacje prowadzone w celu stworzenia wrażenia, że jakieś państwo jest rzekomo odpowiedzialne za pewne działania. (...) Być może rejs Andromedy i jego ukraińskie tropy zostały celowo zorganizowane i »wystawione« przez Rosjan, aby odciągnąć śledczych od prawdziwych sprawców” – napisał Cieśla.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Polityka
Były wiceminister z PiS szokuje: „Polska finansuje terroryzm”
Polityka
Polska 2050 wybiera przewodniczącego. Ryszard Petru ujawnił wyniki
Polityka
Donald Tusk odpowiada na deklarację Jarosława Kaczyńskiego. „Bez Brauna? Nie ma szans”
Polityka
Czy Donald Trump weźmie Grenlandię siłą? Były wiceszef MSZ ma wątpliwości
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama