Chodzi o materiały, które zostały zarekwirowane niemal dwa tygodnie temu pod Koszalinem u Jana M. oraz Urszuli R. (pisaliśmy o tym w „Rzeczpospolitej"). Śledczy z IPN znaleźli ksero rzekomego zobowiązania do współpracy z SB z 1988 r. posła PO Stanisława Gawłowskiego.

Rewizja prokuratora IPN została przeprowadzona w oparciu o donos szefa szczecińskiej delegatury Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Informował, że niepowołane osoby dysponują dokumentami, które powinny znajdować się w archiwach IPN.

Poseł PO od początku twierdził, że to fałszywki. – Kilka lat temu śledztwo w sprawie fałszerstwa, na wniosek IPN prowadziła prokuratura, która sprawę umorzyła z powodu braku wykrycia sprawców. Jeżeli w całej tej awanturze chodzi o mnie, to mamy do czynienia z niczym innym jak z polityczną prowokacją wymierzoną we mnie i w Platformę – mówił poseł.

Z oświadczenia szefa pionu śledczego IPN w Szczecinie Dariusza Wituszko wynika, że znalezione dokumenty nie są autentyczne i nie podlegają przekazaniu do IPN.

Z informacji lokalnych mediów wynika, że Jan M. od lat jest skonfliktowany z posłem. Twierdził, że ktoś podrzucił mu dokumenty.

Bezskutecznie próbowaliśmy się dowiedzieć, czy prokurator IPN umorzy teraz śledztwo, albo przekaże do prokuratury powszechnej wniosek o ściganie osoby, która spreparowała fałszywki. Szef pionu śledczego w Szczecinie jest na urlopie.