Zwycięstwo Netanjahu ma zakończyć bezprecedensowy impas w Izraelu po pięciu wyborach w mniej niż cztery lata.
Tym razem Netanjahu zdobył wyraźną większość parlamentarną, wzmocnioną przez partie ultranacjonalistyczne i religijne.
W obliczu narastającego konfliktu z Palestyńczykami i napięć żydowsko-arabskich w Izraelu, prawicowy Likud i pokrewne mu partie zajęły 64 ze 120 miejsc w Knesecie.
Czytaj więcej
Powrót Beniamina Netanjahu do władzy zapewne przyśpieszy oddalanie się Izraela od naszych zachodnich spraw.
Netanjahu wciąż musi otrzymać od prezydenta oficjalne zadanie utworzenia rządu, co może zająć tygodnie - zauważa Reuters.
Izraelskie media, powołując się na źródła polityczne, informują, że nowy rząd może zostać uchwalony w połowie miesiąca. Poprzednie koalicje w ostatnich latach miały skromniejszą większość parlamentarną, co czyniło je podatnymi na wotum nieufności.
"Nadszedł czas, aby zaprowadzić tu porządek. Nadszedł czas, aby pojawił się właściciel ziemski” – napisał na Twitterze Itamar Ben-Gvir ze skrajnie prawicowej partii Żydowska Siła, być może przyszły koalicjant Likudu, podobnie jak partia Religijnego Syjonizmu z Bezalelem Smotrichem na czele.
Ich potencjalnym wejściem do rządu zaniepokojona jest żydowska Liga przeciw Zniesławieniom (ADL), która podkreśla, że obydwa ugrupowania „mają długą historię angażowania się w rasistowskie, antyarabskie, homofobiczne i inne nienawistne zachowania”.
„Wierzymy, że włączenie tych skrajnie prawicowych osób i partii do izraelskiego rządu byłoby sprzeczne z zasadami założycielskimi Izraela i wpłynęłoby na jego pozycję, nawet wśród jego najsilniejszych zwolenników” - zauważa ADL.