Prezes Prawa i Sprawiedliwości rozpoczął swe wystąpienie w Stalowej Woli mówiąc, iż jego brat prezydent Lech Kaczyński "bardzo często mówił, że jego marzeniem jest to, by Polska była uważana przez innych, ale także przez samych Polaków, za poważne państwo". - Żeby Polska, tak jak np. Turcja, była traktowana - nie jako mocarstwo, bo mocarstwem trudno nam będzie zostać - ale jako państwo poważne, czyli takie, z którym naprawdę się trzeba liczyć. I taki jest nasz cel - oświadczył Jarosław Kaczyński.

Prezes PiS mówił, że państwo poważne potrafi odpowiadać na "różnego rodzaju wyzwania". - A tak się składa, że my dzisiaj stanęliśmy przed naprawdę istotnymi wyzwaniami, a niekiedy takimi, których nie było tutaj od 1945 r. Takim wyzwaniem jest wojna, wojna na naszych granicach - mówił, odnosząc się do inwazji Rosji na Ukrainę.

Czytaj więcej

Suski: Jakiś nowy pakt Ribbentrop-Mołotow chyba tajny jest

- Jest też wyzwanie kryzysu gospodarczego, inflacji, też bardzo istotne. I wreszcie to wyzwanie, które przychodzi do nas z zachodu, z Unii Europejskiej - to dążenie do tego, żeby to oni, a nie my, żeby to Unia, a nie polskie społeczeństwo wyznaczało to, kto ma w Polsce rządzić - powiedział.

- Te wszystkie prześladowania, które teraz cierpimy z tamtej strony, te odmowy dania nam tego, co nam się ewidentnie w świetle traktatów europejskich należy tak należy rozumieć. O to w gruncie rzeczy tutaj chodzi - kontynuował prezes PiS.

Kaczyński mówił, że zadaniem PiS jako formacji rządzącej jest skuteczne odpowiedzenie na wymienione przez niego wyzwania. - To wyzwanie odnoszące się do szeroko rozumianego bezpieczeństwa - państwowego, militarnego, obywateli jeżeli chodzi o ich status życiowy, możliwości ekonomiczne, teraz także tej zimy o ciepło po prostu, no i wreszcie chodzi o to, żebyśmy jednak zachowali suwerenność, żebyśmy byli narodem, który sam powołuje swoją władzę - powiedział.

Czytaj więcej

Sprawa reparacji od Niemiec. Wiceszef PO: Antyniemiecki festiwal PiS-u

- Nikt nie próbuje regulować, kto ma rządzić w Niemczech, chociaż działają tam partie - no powiedzmy sobie - dość bliskie nazizmu, a w każdym razie mające bardzo skomplikowany stosunek do przeszłości hitlerowskiej, a funkcjonują przecież legalnie; są w tej chwili słabe, ale w polityce różnie bywa. Prawo i Sprawiedliwość też kiedyś nie było wielką potęgą polityczną, a później to bardzo szybko, z kadencji na kadencję, się to zmieniło - oświadczył Jarosław Kaczyński.

- Więc musimy na to zważać i musimy na te wszystkie wyzwania odpowiedzieć - zaznaczył.

W czwartek w Warszawie zaprezentowano raport o stratach poniesionych przez Polskę w wyniku agresji i okupacji niemieckiej w czasie II wojny światowej. Z przygotowanego przez Parlamentarny Zespół ds. Oszacowania Wysokości Odszkodowań Należnych Polsce od Niemiec za Szkody Wyrządzone w trakcie II wojny światowej raportu wynika, że straty Polski to 6 bilionów 220 mld złotych. Na podstawie ustaleń Polska ma domagać się od Niemiec reparacji.

Prezes PiS w dalszej części wystąpienia w Stalowej Woli nawiązał do tej sprawy. Przekonywał, że "nasze w pełni i moralnie, i prawnie uzasadnione roszczenia co do odszkodowań za II wojnę światową" stanowią pewien nowy kontekst sytuacji.

Kaczyński mówił, że 6 bln 200 mld zł to duża suma, "dla Niemiec jednak możliwa do wypłacenia, oczywiście w ciągu kilkudziesięciu lat".

Czytaj więcej

Poseł PiS: Polsce po prostu się należą reparacje wojenne od Niemiec

- Chodzi o ich (Niemców - red.) wolę, o to, żeby oni odrzucili tę politykę amnezji i abolicji, bo w gruncie rzeczy nie ukarali zbrodniarzy wojennych i nawet bardzo ciężcy zbrodniarze wojenni sobie tam spokojnie żyli, a niektórzy dochodzili nawet do wysokich stanowisk. Krótko mówiąc (chodzi o to - red.), żeby to wszystko zostało odrzucone i żeby oni przypomnieli sobie, że płacili odszkodowania np. Włochom, chociaż Włosi byli przecież przez 4 lata wojny ich sojusznikami - mówił w Stalowej Woli prezes PiS.

Jarosław Kaczyński powiedział, że sprawa reparacji jest stawiana "nie po to, żeby psuć stosunki" z Niemcami, lecz dlatego, że Polska jest poważnym państwem. - Żadne poważne państwo takiej sprawy by nie puściło płazem, to jest zupełnie oczywiste - przekonywał były premier.