Ze słów Kołodziejczaka wynika, że Schetyna "zaproponował pomoc w stworzeniu kampanii dla polskiej wsi".

- Pamiętam, jak przede mną lub za mną na rozmowę z Grzegorzem Schetyną czekała Klaudia Jachira. Kiedy ją zobaczyłem, zacząłem się zastanawiać, czy chcę tworzyć Polskę dla młodych z takimi ludźmi. W pewien sposób przekonało mnie do podjęcia odmownej decyzji - wspomina Kołodziejczak.

Czytaj więcej

Jachira zmieniła tekst "Roty". Prezes PSL: Przykre. To nie przystoi w polskim Sejmie

Lider AGROUnii mówi też, że "nie chciał mieszać się z układami politycznymi, które funkcjonowały do tej pory", choć - jak mówi - "decyzja była trudna, bo miejsce na liście to pokusa". 

W kontekście ludowców trzeba rozróżnić PSL oraz Władysława Kosiniaka-Kamysza

Michał Kołodziejczak, lider AGROUnii

- Przecież szansa, żeby dostać się do Sejmu i dziś móc decydować, to nie byle co. Wybrałem dużo trudniejszą drogę, jak wierzę - dodaje. 

Na pytanie dlaczego w jego AGROUnii brakuje znanych z polityki osób, Kołodziejczak odpowiada, że "podziękował m.in. byłym posłom Samoobrony, radnym wojewódzkim, choćby z PSL". - Nie mówię, że to słabi politycy, po prostu budujemy coś innego - tłumaczy.

Czytaj więcej

Kołodziejczak: Za chwilę młodzi ludzie będą mieszkali w mieszkaniach, które będą wielkości budy dla psa

A czym AGROUnia różni się od PSL?

- W kontekście ludowców trzeba rozróżnić PSL oraz Władysława Kosiniaka-Kamysza. Nie chciałbym mieć wiele wspólnego ze starymi działaczami, którzy są znani z licznych afer czy udziału w źle przeprowadzonej prywatyzacji. Nie będę przytakiwał ludziom ślepo chwalącym Leszka Balcerowicza - odpowiada Kołodziejczak.

Kołodziejczak deklaruje też, że AGROUnia "chce być odrębnym bytem politycznym, który wystartuje w wyborach".