Poseł PiS Bartłomiej Dorywalski zgłosił w Sejmie poprawkę, która przewiduje podniesienie podniesienie progu kradzieży z 500 do 800 zł.

Swoją decyzję tłumaczył podwyższeniem płacy minimalnej, przy utrzymywaniu od czterech lat granicy przestępstwa na poziomie 500 zł. Proponowana zmiana ma pozwolić na uniknięcie angażowania nadmiernych środków ze strony wymiaru sprawiedliwości w prowadzenie kosztownych postępowań.

O możliwość wprowadzenia nowego progu zapytano wiceministra sprawiedliwości Michała Wosia z Solidarnej Polski. 

- Jak złodziej ukradnie mikser, który był warty 490 złotych i idzie to na wykroczenie, a teraz ten sam kosztuje 600 złotych… to zasada równego prawa - powiedział w rozmowie z Radiem Plus.

- Z perspektywy złodzieja, czy on pójdzie siedzieć z kodeksu wykroczeń, bo tam jest przewidziana kara aresztu do 30 dni, i dostanie karę aresztu w szybkim postępowaniu, gdzie na notatkę policyjną, bez dochodzenia, kieruje się sprawę do sądu. Albo czy to będzie dochodzenie jako przestępstwo z procesem karnym przy bardzo sformalizowanej procedurze, to z perspektywy złodzieja to jest obojętne - dodał.

- Ta zmiana jest sensowna. Nie tyle z perspektywy inflacyjnej, ale innej. Parę lat temu Platforma Obywatelska wprowadziła próg przestępstwa wskazywany jako jedna czwarta płacy minimalnej. Wtedy rzeczywiście było to około 2 tysięcy, czyli 500 zł. Za naszych rządów płaca minimalna poszła radykalnie w górę, od lipca przyszłego roku będzie 3450 zł. Jedna czwarta to około 800 zł. Z czego wynikała ta zmiana? Z tego, że co roku w grudniu całe państwo, cała prokuratura zaczynała siadać i przeglądać wszystkie akta, czy coś jeszcze łapie się na wykroczenie, czy już jest przestępstwem. Dochodziło do zbędnej biurokracji. To usprawni działanie państwa - mówił Woś.