Gowin mówił w rozmowie z Interią, czym groziłoby zaangażowanie NATO w wojnie Rosji z Ukrainą. Jego zdaniem taka ingerencja mogłaby się skończyć użyciem przez Putina broni jądrowej.

Dlatego lider Porozumienia uważa, że należy wspierać Ukrainę i pomagać jej w każdy możliwy sposób.

Gowin przyznał też, że dramat, który rozgrywa się za wschodnia Granicą Polski wpłynął na osłabienie "wojny polsko-polskiej". Przejawem tego ma być choćby przebieg dwóch posiedzeń rady bezpieczeństwa Narodowego, podczas których "trudno było odróżnić, kto jest z jakiej partii".

Czytaj więcej

Po posiedzeniu RBN prezydent dziękuje uczestnikom za "patriotyczną postawę"

Już przerwa tej "wojnie polsko-polskiej" jest wydarzeniem godnym odnotowania - mówił Gowin. - W tej chwili opozycja i rząd mówią jednym językiem.

Jest jednak zdania, że polityczny  konflikt między dwiema największymi partiami, PiS i PO, podsycany od 2005 roku, nie wygaśnie i gdy opadną emocje i kurz bitewny w Ukrainie, w Polsce wrócą stare nawyki".

Gowin uważa, że obecna sytuacja na Ukrainie spowodowała wyjątkowo szybką reakcję Unii Europejskiej. Znacznie szybszą i bardziej konkretną niż ta, która nastąpiła po kryzysie wywołanym aneksją Krymu.

Dlatego Polska, która wzięła na siebie przyjęcie znacznej części uciekających z Ukrainy cywilów i może liczyć na finansowe wsparcie od UE, powinna wykorzystać tę chwilę na złagodzenie konfliktów ze Wspólnotą, przyjmując np. projekt ustawy sądowej złożonej przez prezydenta Dudę.

Gowin uznał za "rażący dysonans" słowa wiceministra sprawiedliwości Michała Wójcika z Solidarnej Polski, który napisał:

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Gowin uważa, że jest to polityczna próba wykorzystywania tragedii Ukrainy w chwili, gdy "odblokowanie środków z Krajowego Planu Odbudowy jest na wyciągnięcie ręki".

- Komisja Europejska oczekuje na jakiś gest ze strony Polski. Byłoby nim np. przyjęcie projektu prezydenta Dudy - mówił Gowin. - Nie usuwa ona wszystkich punktów zapalnych między rządem PiS-u a Komisją i Parlamentem Europejskim, ale jest krokiem w dobrą stronę i zostałby on właściwie odczytany przez Brukselę.