Komitet Ratujmy Kobiety finiszuje. Ze wstępnych obliczeń wynika, że przeciwnicy zakazu aborcji mają już 100 tys. podpisów pod projektem ustawy legalizującej aborcję i dającej dostęp do antykoncepcji i edukacji seksualnej w szkołach.
5 lipca projekt całkowitego zakazu aborcji złożyła w Sejmie fundacja Pro – Prawo do Życia i prawnicy z Instytutu Ordo Iuris. Ratujmy Kobiety – koalicja organizacji lewicowych i kobiecych – ma na to czas do końca lipca. Do pół miliona, które zebrano pod projektem prawicowym, komitet na pewno nie dobije, ale wymagane minimum jest w zasięgu ręki.
Wygląda więc na to, że w październiku dojdzie do kolejnego ostrego starcia światopoglądowego w parlamencie – marszałek Sejmu ma bowiem trzy miesiące na decyzję w sprawie projektów.
Już teraz emocje dają o sobie znać w trakcie zbierania podpisów. We Wrocławiu doszło w ubiegły czwartek do incydentu w miejscu, w którym podpisy zbierali Zieloni. Mężczyzna wyrwał im karty z podpisami i podarł je, mówiąc, że to „za mordowanie dzieci". Ktoś inny zabrał w tym czasie teczkę, w której było ok. 30 podpisów, i uciekł. Sprawę zgłoszono policji, która całą akcję może prześledzić na nagraniach z miejskiego monitoringu.
Na warszawskiej „patelni" (placyku przy stacji metra Centrum) zbierający sami złapali sprawcę, który usiłował zniszczyć karty z zebranymi już podpisami, i oddali go w ręce policji. W Krakowie agresywnie zachowujący się mężczyzna przekreślił całą kartę z podpisami. Podobne zdarzenie miało miejsce w Wałbrzychu.
– W czwartek zamierzamy zawiadomić prokuratora generalnego Zbigniew Ziobrę o atakach – mówi „Rzeczpospolitej" pełnomocniczka komitetu Ratujmy Kobiety Barbara Nowacka. – Oczekujemy zdecydowanej reakcji.
Katarzyna Kądziela z komitetu opowiada: – Ja także byłam obiektem ataków, ale słownych. Najłagodniejsze określenie, jakie padało z ust takich osób, to „morderczyni", były też wulgarne. Nie zawiadamiałam policji, choć może trzeba, bo każdy taki akt jest złamaniem prawa dotyczącego obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej.
Z reguły jednak zwykłe zgłoszenie sprawy na policję nie powoduje wszczęcia postępowania. Przekonali się o tym wcześniej przedstawiciele komitetu Stop Aborcji, którzy także narzekali na różnego rodzaju ataki. – Kilka osób dostało mandaty, wszczęto jakieś postępowanie, ale niektórzy sprawcy wyrazili skruchę i nawet czynnie wyrazili żal, biorąc udział w naszych akcjach. To oczywiście dotyczy jakichś pijanych awanturników, bo feministki nie dawały się przekonać. Np. w Krakowie zalały nam podpisy sokiem – mówi Mariusz Dzierżawski, pełnomocnik komitetu i lider antyaborcyjnej koalicji.
Podkreśla, że najlepsze do zbierania podpisów są centra wielkich miast, ale trzeba się tam liczyć z emocjami i różnymi incydentami.
Komitet Ratujmy Kobiety deklaruje, że podpisy zbierać będzie do ostatniej chwili, urozmaicając akcję dodatkowymi wydarzeniami, takimi jak debata uliczna organizowana 17 lipca po południu przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie pod hasłem: „Prawem czy wieszakiem? Wolność i godność Polek 2016".