- Hotele, restauracje, siłownie nie były (tak dużym) źródłem transmisji. Rozumiem społeczne nieposłuszeństwo, ten bunt który narasta, frustracja na rzucanie się od ściany do ściany przez rząd - dodał prezes PSL.

- Jak się czuje właściciel stoku narciarskiego, któremu się mówi, że na wniosek prezydenta nie zostaną zamknięte stoki, naśnieża stoki, po czym stoki te zamyka się? - pytał Kosiniak-Kamysz.

Prezes PSL zwrócił też uwagę, że obecnie - przy średniej dobowej liczbie zakażeń mniejszej niż 10 tysięcy, obostrzenia są najostrzejsze - mimo że według słów premiera z listopada przy takiej średniej powinny być łagodzone.

- Jeżeli dialog nie jest możliwy, bo dialog zamarł ze strony rządowej, to trzeba jasno i wyraźnie określić swoje stanowisko - podsumował Kosiniak-Kamysz w kontekście działań przedsiębiorców, którzy zamierzają wznowić działalność gospodarczą wbrew obostrzeniom.

- Gdzie rządzący mieli nasze życie i zdrowie, gdy lansowali się na koronawirusie w czasie kampanii wyborczej? - pytał prezes PSL.

Na pytanie czy - według niego - szkół nie należy obecnie otwierać, Kosiniak-Kamysz odparł, że "czekałby na zaszczepienie się nauczycieli". - Testy (nauczycieli) nie rozwiązują nam sprawy - zaznaczył dodając, że nauczyciel który dziś jest zdrowy po trzech dniach od rozpoczęcia zajęć dla klas I-III w szkołach może się zakazić i zacząć zakażać innych.

Kosiniak-Kamysz zaznaczył, że nie znalazł w publikacjach medycznych informacji o gigantycznych zakażeniach w siłowniach, znalazł za to opracowania mówiące o tym, że szkoły były źródłem rozprzestrzeniania się epidemii - m.in. w Izraelu.