SNP i Nicola Sturgeon są zwolennikami rozpisania kolejnego referendum ws. niepodległości Szkocji, czemu sprzeciwia się Londyn. W referendum z 2014 roku - które miało być "jednym na pokolenie" za niepodległością zagłosowało 44,7 proc. uczestników.

Jednak po brexicie (większość mieszkańców Szkocji głosowała w 2016 roku za pozostaniem w UE) nastroje społeczne w Szkocji zmieniły się, na co wpływ ma też krytyka sposobu w jaki rząd Borisa Johnsona walczy z epidemią koronawirusa SARS-CoV-2. Obecnie większość sondaży wskazuje, iż referendum ws. niepodległości Szkocji zakończyłoby się zwycięstwem zwolenników oderwania się kraju od Wielkiej Brytanii.

Obecnie SNP cieszy się poparciem, które pozwoliłoby tej partii uzyskać 71 ze 129 miejsc w szkockim parlamencie - o osiem więcej niż w wyborach z 2016 roku - wynika z sondażu opublikowanego na łamach "Scotsman".

Dotychczas SNP tylko raz zdobyła bezwzględną większość w szkockim parlamencie - w 2011 roku szkoccy nacjonaliści wywalczyli 69 mandatów.

Partia Konserwatywna Borisa Johnsona może stracić 14 mandatów w szkockim parlamencie a Partia Pracy - trzy - wskazuje sondaż (torysi mieliby 17 mandatów, Partia pracy - 21).

Z sondażu Savanta ComRes wynika też, że w przypadku rozpisania referendum ws. niepodległości Szkocji poparłoby ją 57 proc. mieszkańców kraju.

Sondaż przeprowadzono między 8 a 13 stycznia.