Coraz częściej politycy z obozu władzy wypowiadają się na temat planowanej rekonstrukcji rządu. Wicepremier Jarosław Gowin przyznał ostatnio, że „pewne korekty są niezbędne”. Marszałek Senatu Stanisław Karczewski precyzuje: „Intuicyjnie – to nie będzie głęboka rekonstrukcja”. I zastrzega, że nastąpi dopiero po świętach.
Dwóch na trzech ankietowanych uważa, że czas już przeprowadzić rekonstrukcję rządu. Przeciwnych temu pomysłowi jest 18 proc. badanych, a odsetek o 1 punkt procentowy mniejszy nie ma zdania w tej sprawie.
- Częściej za przeprowadzeniem rekonstrukcji rządu są kobiety (67 proc.), badani powyżej 50. roku życia (74 proc.) oraz o wykształceniu podstawowym (81 proc.). Tego zdania są też respondenci o dochodzie powyżej 5000 zł (86 proc.) oraz badani z miast od 100 do 199 tysięcy mieszkańców (79 proc.) - zwraca uwagę Piotr Zimolzak z agencji badawczej SW Research.
Prof. Jacek Knopek z Wydziału Politologii i Studiów Międzynarodowych UMK w Toruniu przypomina, że w państwach demokratycznych rekonstrukcja rządu, czyli wymiana kilku ministrów, traktowana jest jako pewna prawidłowość polityczna.
- Odświeża się wówczas kilka "ministerialnych garniturów", dziękuje osobom, które sobie nie radzą ma danym stanowisku, są przemęczone bądź źle odbiera takie postacie społeczeństwo. Rekonstrukcja gabinetu nie tylko działa mobilizująco na władzę wykonawczą, ale dzięki niej partia rządząca może zyskać nowych wyborców – tłumaczy prof. Knopek.