Premier - jak donosi sobotni Fakt - chciała odwołać Antoniego Macierewicza razem z szefem MSZ Witoldem Waszczykowskim, już trzy tygodnie temu, ale prezes PiS się na to nie zgodził.
Premier Szydło jest zdania, że bez dymisji Macierewicza i Waszczykowskiego rząd czekają tylko kolejne wstrząsy prowokowane przez obu ministrów, bo obaj są dla gabinetu Szydło i PiS największym obciążeniem, dlatego szefowa rządu chciałaby się ich pozbyć.
Takie plany chodzą jej po głowie już od kilku tygodni. Już miesiąc temu, jeszcze przed wyjazdem na specjalny szczyt unijny do Rzymu, premier sondowała możliwość zdymisjonowania obu ministrów.
Wtedy, jak twierdzi tabloid, prezes PiS jeszcze nie zgodził się na takie rozwiązanie. – Nie teraz – miał powiedzieć wówczas prezes Kaczyński.
Macierewicz od dawna uchodzi w PiS za postać nietykalną z racji tego, że część elektoratu tej partii, która wierzy w zamach smoleński, uważa go za najważniejszego polityka.
– To jakieś 8-10 procent naszego elektoratu, który teoretycznie przy rozłamie przeszedłby do Macierewicza – wyjaśnia rozmówca Faktu.
Teraz okazuje się, że PiS nie obawia się bliskich związków ministra Macierewicza z dyrektorem Radia Maryja ojcem Tadeuszem Rydzykiem.
– To mit. On pójdzie tam, gdzie mu dadzą pieniądze – twierdzi polityk z władz PiS w rozmowie z „Faktem".
Dziennik twierdzi, że w partii trwają zakłady o to, jak długo jeszcze Antoni Macierewicz pozostanie szefem MON.
Pod koniec marca premier Szydło broniła Macierewicza i Waszczykowskiego, ale przyznała, że "są ministrowie MON i MSZ , będą musieli zdecydowanie poprawić swoją pracę".