"Możecie mnie opluć, możecie mi uprzykrzyć życie, możecie mnie nawet zabić. Ale mnie nie pokonacie" - stwierdza działacz, swoje słowa kierując przede wszystkim do "tych, którzy głośno krzyczeli przeciwko partii rządzącej". "Nie zawiodłem się na rządzącej partii. Po niej nie oczekiwałem niczego dobrego. Nie zawiodłem się na jej zwolennikach. Oni w naturalny sposób podążają za swoimi liderami, dopóki nie znajdą alternatywy. Zawiodłem się na tych, którzy głośno krzyczeli przeciwko partii rządzącej – ale chodziło im o to, że to oni powinni mieć prawo ich poniżać, a nie być przez nich poniżanymi. Zawiodłem się na tych, którzy walczą z ludźmi a nie o wartości. Których nie razi stosowanie metod wytykanych oponentom, jeżeli tylko mogą być przydatne" - pisze Kijowski.

We wpisie pt. "Mam prawo bronić rodzinę" na swoim blogu, były lider KOD broni się przed oskarżeniami ws. afery z fakturami, o której pierwsza pisała "Rzeczpospolita". "Zresztą jaka afera fakturowa? Przecież od miesięcy wiele osób z organizacji do mnie przychodziło i pytało o faktury (bo ktoś im naopowiadał jakichś dziwnych historii). A kiedy słyszeli prawdę mówili, że nie wiedzą po co ktokolwiek to nakręca" - opisuje działacz.

"Wtedy też nie reagowałem. No bo w końcu co mógłbym zrobić? Oskarżyć kłamców jako pierwszy? Samemu rozpocząć bratobójczą walkę w organizacji? Zastosować niegodne metody? (...) Nie pozwolę sobie nigdy na działania, które potępiam u innych. W swojej naiwności uwierzyłem, że prawda sama się obroni" - stwierdza. Dodaje, że jego "prostolinijne tłumaczenia trafiały na agresję i kolejne kłamstwa". "Nikt już nie szukał informacji, dokumentów źródłowych, nikt nie szukał prawdy. Za to wielu czuło się w obowiązku wyrazić swoją zdecydowaną opinię" - przekonuje.

"W końcu w tak zwanym salonie do dobrego tonu weszło, żeby wykazać się zgrabnym kopnięciem Kijowskiego. Trudno jest dotknąć prawdziwych oponentów. Kijowski był blisko, więc nawet króciutką nóżką łatwo było dosięgnąć" - dodaje Kijowski, stwierdzając, że o jego dzieciach "mówi cała Polska i nie tylko". "Nic o nich nie wiedzą, ale nie przeszkadza im to wygłaszać wyrazistych i zdecydowanych ocen. Czy ci, którzy tak się niby troszczą o ich los mają świadomość, jaki im garb wkładają na plecy?" - pyta.

"Muszę jednak obronić moją rodzinę przed kłamstwami i oszczerstwami. Mam prawo bronić rodzinę. Mam obowiązek bronić rodzinę" - wyjaśnia Kijowski. "I niech nikt nie myśli, że będę siedział cicho, kiedy moja rodzina jest niszczona. To, że nie atakuję personalnie, że nie walczę z ludźmi, że szukam w ludziach dobra nie oznacza również, że dam pomiatać sobą. I nie ulegnę presji ani naciskom" - dodaje.

W ostatnich dniach głośno zrobiło się o zbiórce na "Stypendium Wolności" dla Kijowskiego. Zbiórkę na rzecz byłego lidera KOD, który żalił się, że nie może znaleźć pracy i prawdopodobnie będzie musiał emigrować, zainicjowała na zrzutka.pl siostra posłanki Krystyny Pawłowicz, Elżbieta. Dzięki hojności darczyńców udało się zebrać 32 530 zł.

Według samego Kijowskiego, musiałby on zarabiać 5945 zł netto czyli 8437 zł brutto, aby się utrzymać, płacić alimenty i spłacić dotychczasowe zadłużenie alimentacyjne.