Konstanty Radziwiłł, gość dzisiejszych "Sygnałów dnia" w radiowej Jedynce podtrzymał swoje twierdzenie, że w służbie zdrowia, w związku z wypowiadaniem klauzuli opt-out przez lekarzy-rezydentów, nie doszło do "jakiejś zasadniczej katastrofy".
Stwierdził jedynie, że postawa rezydentów stanowi wyzwanie dla dyrekcji szpitali, które muszą zapewnić obsadę lekarską.
- My odpowiednimi propozycjami regulacyjnymi też ułatwiamy to, żeby zarządzać tą trudną sytuacją, która nie została wywołana ani przez dyrektorów, ani przez ministra zdrowia, tylko przez lekarzy. Ale jakoś musimy sobie z tym poradzić i radzimy sobie - zapewnia minister zdrowia.
Radziwiłł zauważył, że "przy okazji każdego takiego kryzysu" i dyrektorzy szpitali, i minister zdrowia wyciągają wnioski co do funkcjonowania systemu i "jego poszczególnych jednostek". Stwierdził, że polskich szpitalach jest na dyżurach więcej lekarzy niż w wielu innych krajach w Europie i należy się zastanowić, czy obowiązujące w Polsce normy w tej kwestii "nie są przesadą".
- I wydaje się, że tak właśnie jest. I regulacje, które wprowadzamy, dają po prostu możliwość podjęcia właśnie przez dyrektora szpitala po konsultacji z ordynatorami decyzji o zmniejszeniu obsady dyżurowej, oczywiście z założeniem, że to będzie bezpieczne dla pacjentów. I tak właśnie się dzieje - powiedział szef resortu zdrowia.
Stwierdził też, że gdyby teraz jako minister chciał wprowadzić w Polsce takie ograniczenia, wielu lekarzy miałoby do niego "wielkie pretensje".
- No nie ma co ukrywać, że wielu z nich dyżuruje nie dlatego, że ktoś ich do tego przymusza, tylko dlatego, że po prostu można na tym zarobić bardzo dużo pieniędzy - uważa minister. Dodaje, że rezydenci od 1 stycznia zarabiają o co najmniej 500 zł więcej niż pół roku temu.
Protest lekarzy-rezydentów nazwał Radziwiłł "buntem".
- Jest to jakaś akcja, która nie jest strajkiem, nie jest sporem zbiorowym. Lekarze oczekują w swoich deklaracjach, bo też nie jest to nigdzie spisane, nie ma komitetu protestacyjnego, tylko po prostu są organizacje, które wspierają tę akcję, ten właśnie protest, bunt - mówił.
Radziwiłł skomentował słowa Tomasza Siemoniaka, który wcześniej wypowiedział się na temat jego postawy jako "rodem z PRL".
- To wybitny znawca systemu służby zdrowia - kpił Radziwiłł. Dodał, że brak mu słów, by polemizować z "różnymi głupstwami po prostu, które powiedział, i nieprawdami, na przykład takimi, że gdzieś dochodziło do ewakuacji oddziałów szpitalnych". - To po prostu nieprawda - stwierdził kategorycznie.