Po wylądowaniu uwolnieni Amerykanie spotkali się z prezydentem Donaldem Trumpem, który wcześniej pisał na Twitterze, że trzech obywateli USA wraca do kraju wraz z sekretarzem stanu Mike'm Pompeo i pochwalił Kim Dzong Una za uwolnienie trzech mężczyzn.

"Doceniam, że Kim Dzong Un to zrobił" - stwierdził prezydent USA.

Trump napisał też, że spotkanie Pompeo z Kim Dzong Unem było "dobre" a "data i miejsce zostały ustalone". Chodzi o datę spotkania między Trumpem a Kim Dzong Unem, do którego - jak się ostatecznie okazało - ma dojść w Singapurze.

Z kolei Sarah Sanders, rzeczniczka Departamentu Stanu USA stwierdziła, że Trump postrzega uwolnienie trzech Amerykanów jako "gest dobrej woli" ze strony Korei Północnej. - Wszyscy Amerykanie czekają, by powitać (uwolnionych więźniów) i cieszyć się z ich ponownego spotkania z najbliższymi - dodała Sanders.

Kim Dong Chul, urodzony w Korei Południowej biznesmen i pastor, spędził co najmniej 900 dni w północnokoreańskich obozach, po tym jak oskarżono go w 2015 roku o to, że chciał szpiegować przeciwko Korei Północnej. Mężczyzna usłyszał też zarzut pracy dla południowokoreańskiego wywiadu. Skazano go na 10 lat ciężkich robót w kwietniu 2016 roku.

Z kolei Kim Hak Song i Tony Kim pracowali na Uniwersytecie w Pjongjangu - oskarżono ich o "wrogie akty" przeciwko Korei Północnej w 2017 roku.