W ciągu ponad dwóch lat na fotelu prezesa NIK Marian Banaś wprowadził ok. 200 zaufanych osób, których znaczna część piastuje kluczowe, wysoko płatne stanowiska – dyrektorów departamentów, delegatur, doradców i radców. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że sporą część stanowisk objętych z mocy prawa konkursami prezes Banaś obsadza, omijając je.

Jak? Nominując swoich kandydatów jako pełniących obowiązki.

Puchnąca administracja

O ręcznym sterowaniu w NIK pisała „Rzeczpospolita", zresztą nie ukrywał tego sam prezes Banaś w wystąpieniach przed sejmową Komisją Kontroli Państwowej, której Izba podlega. Tłumaczył posłom, że osoby te nie mają wymaganego prawem doświadczenia i nabiorą go jako p.o.

Czytaj więcej

Kidawa-Błońska: PO mówiła, że nie chce Banasia. Ale teraz powinien być chroniony

Jednak teraz sprawą nadużywania trybu pozakonkursowego w zatrudnianiu dyrektorów departamentów i delegatur zajmie się Prokuratura Okręgowa w Warszawie, do której w ubiegłym tygodniu wpłynęło zawiadomienie o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa przekroczenia uprawnień przez prezesa NIK.

– Aktualnie analizujemy treść zawiadomienia w ramach postępowania sprawdzającego – mówi prok. Aleksandra Skrzyniarz, rzeczniczka prokuratury.

Doniesienie złożył wiceprezes Izby Tadeusz Dziuba, którego Banaś wielokrotnie chciał usunąć. To mu się nie udaje – nie ma zgody ani sejmowej komisji, ani marszałek Sejmu. Dziuba od miesięcy jest „sparaliżowany" – odebrano mu wszystkie kontrole, dostęp do informacji, Banaś złożył na niego już dwa doniesienia.

Wiceprezes Dziuba o „folwarku" Banasia w NIK mówił latem w Sejmie. Wyliczał, że ok. połowy nowo zatrudnionych to administracja Izby, a nie kontrolerzy. Choć prezes NIK wielokrotnie publicznie deklarował, że zamierza odchudzić administrację – to działania idą „dokładnie w przeciwnym kierunku" – mówił Dziuba.

Według szacunków „Rzeczpospolitej" skala zatrudniania poza konkursami w NIK w czasach Banasia dotyczy ok. 70 proc. stanowisk dyrektorskich. Policzyliśmy, że na 30 dyrektorów (16 delegatur i 11 departamentów, plus 3 jednostki kontrolne) aż w 21 przypadkach są to pełniący obowiązki.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Czytaj więcej

PiS po swojemu rozegrał sprawę Mariana Banasia

Chodzi także o wypłacanie tzw. odpraw dla tych, których prezes Banaś najpierw zatrudnił, a potem zwolnił. Ma to dotyczyć kilku osób, a rzekoma odprawa (lub nagroda „na odchodne") nie jest przewidziana prawem.

W zawiadomieniu wiceprezesa Dziuby powraca sprawa syna Banasia – jego doradcy społecznego, który został powołany na podstawie precedensowego zarządzenia prezesa. Jak ujawniła „Rz", zarządzenie z maja 2020 r. daje Jakubowi Banasiowi dostęp do tajemnic kontrolerskich, bo zobowiązuje ono dyrektorów Izby do udzielania społecznym doradcom „wszelkich informacji i przekazywania dokumentów".

Dziuba w zawiadomieniu penalizuje ten aspekt jako „ujawnienie tajemnicy prawnie chronionej". Sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że Jakub Banaś kilka miesięcy temu usłyszał zarzuty m.in. wyłudzenia pieniędzy z Narodowego Funduszu Rewaloryzacji Zabytków Krakowa na renowację kamienicy i wyłudzenia podatku VAT.

Białoruska eskapada

Banaś junior w NIK stworzył swoją grupę wpływów złożoną z ludzi ściągniętych z banku, w którym wcześniej pracował. Ostatnio skandal wywołała kierowana przez niego delegacja pracowników NIK, która pojechała do Mińska na rozmowy z białoruskim odpowiednikiem Izby – Najwyższym Organem Kontroli, instytucją podlegającą bezpośrednio Aleksandrowi Łukaszence. Powodem wyjazdu pięcioosobowej delegacji miała być sytuacja w Puszczy Białowieskiej.

Wyjazd, na który wydał zgodę sam prezes Banaś (zastępcy nie byli o tym informowani), spotkał się z falą krytyki, w tym opozycji. W wyjeździe uczestniczył m.in. p.o. szefa delegatury białostockiej NIK Janusz Pawelczyk – były policjant, którego do Izby ściągnął Banaś (poza konkursem). Ani on, ani Pawelczyk nie wyjaśnili po co, w jakim charakterze w wyjeździe wziął udział syn prezesa.