W piątek belgijskie władze ogłosiły pewne złagodzenie ograniczeń związanych z koronawirusem. Rząd zdecydował jednocześnie, że aby przedłużyć ważność certyfikatu covidowego, po pięciu miesiącach od drugiej dawki szczepionki na COVID-19 należy przyjąć dawkę przypominającą. Bez certyfikatu nie można wejść do restauracji, kin, muzeów i innych miejsc publicznych. W niedzielę w Brukseli odbyła się kolejna demonstracja przeciwników obostrzeń i certyfikatów covidowych.

PAP/EPA/OLIVIER HOSLET

- Nie sprzeciwiamy się rozwiązaniom koronawirusowym jako takim. Jesteśmy przeciw niedemokratycznym metodom ich tworzenia - powiedział "The Brussels Times" Tom Meert, jeden z organizatorów protestu. Organizatorzy przekazali, że protestują w obronie wolności, demokracji, praw człowieka i konstytucji. - Otwarta debata to najlepsza szczepionka przeciw zatruciu społeczeństwa polaryzacją - mówił w rozmowie z VRT Meert. Zaznaczył, że poprzez demonstrację protestujący chcą pokazać, że duża i wciąż rosnąca grupa ludzi uważa, że nie jest słuchana.

Czytaj więcej

Wiceminister Kraska: Nikt nie mówił, że zaszczepieni 3. dawką nie będą się zakażać

Organizatorzy - organizacja Europeans United, oddziały World Wide Demonstration oraz kilkaset stowarzyszeń z całej Europy - spodziewali się 100 tysięcy uczestników, według policji w proteście wzięło udział ok. 50 tys. osób. Początkowo demonstracja miała charakter pokojowy. Manifestanci z wielu państw przeszli ulicami miasta od dworca Bruxelles-Nord w kierunku parku du Cinquantenaire, następnie wygłoszone zostały przemówienia.

- Złości mnie szantaż, jakiego dopuszcza się rząd, szczególnie wobec młodych - powiedziała Caroline van Landuyt, odnosząc się do szczepień na COVID-19. Dodała, że sama została zaszczepiona. - Byłam zła, że moje dzieci musiały przyjąć szczepionkę. Chcą podróżować, rywalizować w zawodach sportowych, a bez szczepionki nie mogą. Nie chciały się szczepić, to szantaż - mówiła.

W dzielnicy europejskiej Brukseli doszło do zamieszek. Zamaskowane osoby rzucały kamieniami i innymi przedmiotami w policjantów. Uszkodzonych zostało kilka budynków i pojazdów. Funkcjonariusze użyli armatek wodnych i gazu łzawiącego.

Organizatorzy odcięli się od uczestników zamieszek. Tom Meert stwierdził, że przemocy dopuściło się kilkuset awanturników. "Oni są starym światem, my jesteśmy nowym" - powiedział w rozmowie z "De Standaard".

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ