Reklama

Ukraina: Rosjanie znów nadchodzą

Kreml nadal przewozi swoje wojska w pobliże zachodniej granicy i rozpoczyna tam wielotysięczne manewry.

Publikacja: 12.01.2022 18:30

Ukraina: Rosjanie znów nadchodzą

Foto: AFP

– Oczywiście, że jesteśmy lepiej przygotowani (niż w 2014 roku– przyp. red.). Poza tym, jestem absolutnie przekonany, że 90 proc. Ukraińców będzie tutaj i będzie bronić kraju – powiedział szef kancelarii ukraińskiego prezydenta Andrij Jermak.

W ciągu dwóch dni dowództwo rosyjskiej armii poinformowało o rozpoczęciu manewrów ponad 13 tys. żołnierzy w pobliżu ukraińskich granic. Pierwszą grupę stanowi 3 tys. żołnierzy i około 300 pojazdów z Zachodniego Okręgu Wojskowego, którzy zaczęli ćwiczenia na północny wschód od ukraińskiej granicy oraz w obwodzie smoleńskim, graniczącym z Białorusią. Druga grupa to ponad 10 tys. żołnierzy Południowego Okręgu Wojskowego (oraz jednostki Floty Czarnomorskiej), ćwiczący na poligonach wzdłuż granicy, na Krymie, ale też w Abchazji.

Jednocześnie międzynarodowa grupa dziennikarzy śledczych Conflict Intelligence Team wykryła, że z rosyjskiego Dalekiego Wschodu jadą ogromne transporty z bronią i sprzętem – prawdopodobnie w kierunku Ukrainy. Na przykład aż z Ułan-Ude, stolicy Buriacji, podążają oddziały, które w 2015 roku uczestniczyły w walkach z Ukraińcami w okolicach Debalcewa. A „New York Times" informuje, że na nadgraniczne lądowiska przenoszone są wojskowe helikoptery.

Czytaj więcej

Rusłan Szoszyn: Puzzle Władimira Putina

Wzdłuż granic skoncentrowanych jest obecnie ok. 100 tys. rosyjskich żołnierzy wspartych 1200 czołgami i wozami pancernymi. – Jeśli Rosjanie będą koncentrować się w pasie szerokości ok. 50 km wzdłuż granicy, wtedy będzie jasne, że Rosja rusza na wojnę – powiedział ukraiński analityk Ołeh Żdanow, podkreślając, że jeszcze to nie następuje.

Reklama
Reklama

Zachodni analitycy cały czas uważają, że „okno możliwości" dla rosyjskiej inwazji na Ukrainę „otwarte jest do połowy marca, gdy nadejdzie wiosna i zaczną się roztopy, które utrudnią poruszanie się ciężkiego sprzętu". Ukraińscy eksperci jeszcze w zeszłym roku sądzili, że najgroźniej będzie na przełomie stycznia i lutego. Wtedy będą największe mrozy, a Ukraińcy zaczną odczuwać skutki podwyżek energii, co – według Kremla – może doprowadzić do rozruchów w miastach. Taka sytuacja sprzyjałaby atakowi.

Ale w Kijowie nie widać obecnie napięcia, zdążyli się tam przyzwyczaić do ciągłego zagrożenia ze wschodu. Analitycy jedynie odnotowują, że wydarzenia w Kazachstanie w niczym nie wpłynęły na sytuację na granicy z Rosją. – Nie należało oczekiwać – i dokładnie to się stało – że Rosja skieruje swoje zasoby z naszej granicy do Kazachstanu. Nie nastąpiły żadne zmiany sytuacji wokół Ukrainy. Liczba rosyjskich wojsk nie zmniejszyła się, tak jak i nacisk wojskowo-polityczny – podsumował kijowski ekspert Ilia Kusa.

Jednocześnie zawisła w próżni niemiecko-francusko-ukraińska propozycja wznowienia rozmów w ramach tzw. formatu normandzkiego (utworzonego w 2014 roku w celu zakończenia wojny w Donbasie). Moskwa uchyliła się bowiem od wznowienia negocjacji.

Polityka
Pete Hegseth pozwany przez byłego astronautę. W tle wolność słowa
Polityka
Łotwa zwiększa dystans wobec Rosji. Rekordowe wydatki na obronę
Polityka
John Polga-Hecimovich: Wenezuela może się stać nowym Wietnamem
Polityka
Republikanin z Florydy przedstawił projekt ustawy. Grenlandia 51. stanem USA?
Polityka
Unijny komisarz: Siłowe zajęcie Grenlandii przez USA oznaczałoby koniec NATO
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama