Wcześniej media informowały, że podczas posiedzenia posłowie partii rządzącej mieli omawiać sytuację związaną z koronawirusem, ale także losy wiceministra sportu Łukasza Mejzy.

Mejza, według publikacji Wirtualnej Polski, założył firmę, która oferowała osobom nieuleczalnie chorym, w tym rodzicom dzieci w takim stanie, zagraniczne wyjazdy w celu odbycia terapii. Firma reklamowała się sloganem "Leczymy nieuleczalne".

Czytaj więcej

Sprawa Mejzy może zdestabilizować większość PiS

Doniesienia mediów oburzyły nie tylko posłów opozycji, ale także niektórych polityków Zjednoczonej Prawicy. Domagają się dymisji Mejzy ze stanowiska wiceministra sportu. Mejza natomiast twierdzi, że Sejmowa większość na nim "stoi".

Idącego na posiedzenie klubu Jarosława Kaczyńskiego dziennikarze pytali w Sejmie, czy czy rząd Zjednoczonej Prawicy stał się zakładnikiem Łukasza Mejzy. - Nie jestem niczyim zakładnikiem- rzucił Kaczyński.

Czytaj więcej

Kukiz grozi PiS "końcem współpracy". Chodzi o Mejzę

Posiedzenie klubu parlamentarnego zakończyło się tuż przed godz. 20. Poseł Marek Ast, który jako jedyny rozmawiał z dziennikarzami, oświadczył, że "mowa była o tym, że mamy większość i utrzymamy ją do końca kadencji".

Dyskutowano także kwestię epidemii koronawirusa - prezes PiS miał się zgodzić, że jest ona "trudna".

Sprawy rosnących kontrowersji wobec Łukasza Mejzy i jego ewentualnej dymisji, jak mówił Ast, nie poruszono wcale. Partia nadal czeka na wyjaśnienie sprawy.