– Oczywiście, że Ameryka mogłaby utrzymać Irak. Ale to wymagałoby zapłacenia ceny, na którą nie jest gotowa. Dlatego mamy problem – mówił w 2007 r. „Rz" były doradca ds. bezpieczeństwa Jimmy'ego Cartera Zbigniew Brzeziński.

Dziś Stany stają na Ukrainie wobec zupełnie innego przeciwnika niż radykalne organizacje islamskie na Bliskim Wschodzie: Kremla. Ale przy wszystkich różnicach dylemat Ameryki jest podobny do tego sprzed kilkunastu lat: czy Ukraina jest warta konfrontacji z mającą 14 razy mniejszy od USA dochód narodowy i 12 razy mniejszy budżet na obronę Rosją?

Czytaj więcej

Jerzy Haszczyński: Samotna Ukraina

– Władimir Putin doskonale wie, że Ukraina jest dla Rosji o wiele ważniejsza niż dla Stanów, i dlatego jest dla niej gotowy poświęcić o wiele więcej niż Ameryka. To podstawa jego strategii – mówi „Rz" ekspert londyńskiego Chatham House John Lough.

Za mało czasu

Amerykański wywiad obawia się, że inwazja Rosji na Ukrainę to bardziej kwestia tygodni niż miesięcy, choć Putin jeszcze nie podjął decyzji o rozpoczęciu operacji. Ale mimo że czasu być może pozostało tak niewiele, w Waszyngtonie nie ma mowy o przygotowaniach do bezpośredniego wsparcia Ukrainy.

– Jeśli dojdzie do inwazji Ukrainy przez Rosję, NATO nie podejmie bezpośrednich działań zbrojnych przeciw Rosji. Najprawdopodobniej będziemy natomiast świadkami coraz większych dostaw broni dla Ukraińców przez poszczególne kraje Sojuszu, a pakt jako całość o wiele poważniej podejdzie do obrony przed Moskwą – stawia kropkę nad „i" w rozmowie z amerykańskim portalem Insider Steve Pifer, amerykański ambasador w Kijowie w latach 1998–2000.

W minionym tygodniu Andrzej Duda apelował w kwaterze głównej NATO o większe wsparcie dla flanki wschodniej paktu.

Amerykanie w tym roku dostarczyli już Ukraińcom broń za 400 mln USD, Kongres naciska jednak na więcej. Co ważniejsze, chodzi już nie tylko o uzbrojenie obronne, ale też ofensywne. Kijów otrzymuje w szczególności ręczne pociski antypancerne Javelin, z których część jest już na wyposażeniu ukraińskich wojsk w Donbasie. Amerykanie rozważają także przekazanie pocisków przeciwlotniczych Stinger, które odegrały tak wielką rolę w rosyjskiej katastrofie w Afganistanie. Kijów mógłby również otrzymać helikoptery rosyjskiej produkcji MI-17, które pierwotnie Biały Dom zakupił z myślą o przekazaniu wojskom Afganistanu. Zdaniem CNN ekipa Joego Bidena rozważa również wysłanie na Ukrainę amerykańskich instruktorów wojskowych. Od wielu tygodniu Waszyngton dzieli się z Kijowem danymi wywiadowczymi o ruchach Rosji.

Gdyby starczyło czasu, taka strategia z pewnością byłaby skuteczna. Dzięki amerykańskiej pomocy wojskowej od 2014 r. ukraińska armia przekształciła się w siłę porównywalną z wojskiem Polski, krajem o czterokrotnie większym dochodzie narodowym: zdaniem portalu Globalfirepower.com Ukraina zajmuje 25. na liście największych potęg militarnych globu, a nasz kraj 23.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Amerykanie obawiają się jednak, że Putin rozpocznie ofensywę już pod koniec stycznia. Dlatego administracja Bidena podjęła równolegle drugą ścieżkę działania wobec Moskwy: dyplomatyczną. Jen Psaki, rzeczniczka Białego Domu, nie wykluczyła, że w tym tygodniu na marginesie szczytu OBWE w Sztokholmie dojdzie do osobnego spotkania sekretarza stanu Antony'ego Blinkena i szefa rosyjskiej dyplomacji Siergieja Ławrowa. W Waszyngtonie rozważa się także szczyt samego Bidena z Putinem.

W czerwcu w Genewie doszło już do takiego spotkania: to był postawiony przez Kreml warunek wycofania wiosną wojsk z granicy z Ukrainą. Wówczas Rosjanie uzyskali zgodę na podjęcie przez amerykańską administrację negocjacji w takich obszarach jak ograniczenie strategicznych pocisków jądrowych, ataków w cyberprzestrzeni i powstrzymanie irańskiego programu jądrowego.

Zamach stanu

Tym razem na Ukrainie Putin stawia jednak poprzeczkę deeskalacji znacznie wyżej.

– W taki czy inny sposób chodzi mu o neutralizację Ukrainy – tłumaczy Fiona Hill, która w administracji Donalda Trumpa była odpowiedzialna za relacje z Rosją.

Jak tłumaczy powiązany z Kremlem Fiodor Łukianow, Moskwie zależy już nie tylko na formalnym zobowiązaniu, że Ukraina „nigdy" nie zostanie przyjęta do NATO, ale także, że Zachód przestanie wspierać modernizację ukraińskich sił zbrojnych.

Amerykański wywiad uważa, że odwołując się do klasycznego modelu wypróbowanego w Gruzji w 2008 r. i na Krymie w 2014 r., Kreml rozpoczął już operację dywersji na Ukrainie, która ma uzasadnić w oczach świata rosyjską inwazję. – Doskonale znamy tę partyturę – podkreśla Antony Blinken.

Moskwa oskarża więc Kijów o przygotowania do odbicia Donbasu. W piątek sam prezydent Wołodymyr Zełenski ujawnił, że ukraińskie służby bezpieczeństwa weszły w posiadanie nagrań Ukraińców i Rosjan omawiających przygotowania do zamachu stanu w Kijowie już w nadchodzącą środę lub czwartek. Miałby wziąć w nim udział najbogatszy z ukraińskich oligarchów: Rinat Achmetow.

Moskwa liczy też, że pomoże jej słabnąca popularność Zełenskiego: jego działania aprobuje już tylko 25 proc. Ukraińców. Prezydent musi stawić czoła kolejnej fali pandemii i słabnącemu wzrostowi gospodarczemu, a podjęta przez niego latem walka z oligarchami przysporzyła mu wielu wrogów, w tym samego Achmetowa. Atak Rosji mógłby więc zostać przedstawiony jako „wyzwolenie" z opresji Kijowa.

Ukraiński prezydent bezskutecznie próbuje doprowadzić do spotkania z Putinem. Kreml się na to nie zgadza, bo uznał, że w ubiegłym roku Zełenski radykalnie zmienił kurs, stawiając na bliską integrację z Ameryką. Putin doszedł też do wniosku, że negocjacje w ramach tzw. formatu normandzkiego, które miały dać specjalny status Donbasowi w ramach Ukrainy, a Moskwie narzędzie weta wobec strategicznych decyzji Kijowa, nie spełniły swojego zadania.