W Afganistanie po 20 latach władzę ponownie przejęli talibowie. W obawie przed represjami m.in. za współpracę z wojskami państw Zachodu tysiące Afgańczyków starają się uciec z kraju. Na lotnisku w Kabulu panuje chaos. W środę wieczorem w Warszawie wylądował samolot z grupą kilkudziesięciu osób ewakuowanych z Afganistanu. Kolejna maszyna ma wylądować w czwartek ok. godz. 10:00.

Sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Jakub Kumoch ocenił, że wokół lotniska w Kabulu rozgrywa się dramat.

- Tylko tej nocy była dramatyczna walka o umieszczenie w polskich samolotach grupy kilkudziesięciu osób - przekazał.

Czytaj także:
Sikorski o Afganistanie: Emigrują lekarze, adwokaci

- Polska nie ustanie, do momentu, aż wszystkie osoby, które współpracowały z naszymi dyplomatami i wszystkie osoby, które współpracowały z naszym wojskiem, będą bezpieczne - dodał Kumoch, szef Biura Polityki Międzynarodowej.

Ile osób jeszcze należałoby ewakuować? - Bardzo trudno nam oceniać skalę tego problemu, ponieważ zgłaszają się coraz to nowe osoby, a my już przestaliśmy patrzeć - ewakuujemy kogo się da tak naprawdę - przekazał prezydencki minister.

- Najważniejszy problem to nie jest sama ewakuacja samolotami, tylko dostanie się na lotnisko - podkreślił. Ocenił, że sytuacja jest "bardzo dynamiczna i dramatyczna".

Czytaj także:
Prezydent Afganistanu zaprzecza, że wywiózł z kraju fortunę

W środę prezydent Andrzej Duda postanowił, że w Afganistanie do 16 września zostanie użyty Polski Kontyngent Wojskowy w liczbie do 100 żołnierzy.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już 28 września

Dowiedz się więcej

- To nie jest kontyngent do zadań bojowych, to kontyngent mający wspierać na miejscu innych partnerów z NATO w ochronie lotniska - przekazał Kumoch.

Dodał, że żołnierze mają znaleźć się na miejscu "jak najszybciej".

- Mamy stu żołnierzy, znajdą się na lotnisku, będą zabezpieczać przechodzenie na teren lotniska przez Afgańczyków potrzebujących pomocy - mówił sekretarz stanu.