Polskim politykiem o największej liczbie obywatelstw jest prawdopodobnie Anna Maria Anders. Oprócz polskiego – posiada amerykańskie i brytyjskie. Nie przeszkadza jej to być senatorem PiS oraz pełnomocnikiem premiera ds. dialogu międzynarodowego.

Jednak być może wkrótce takie osoby jak ona będą mogły znaleźć się poza życiem publicznym i politycznym. Chyba że zrzekną się obcych obywatelstw. Wszystko za sprawą senatorów PiS z Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji.

W ostatnią środę komisja rozpatrywała petycję Stowarzyszenie Interesu Społecznego Wieczyste. Przewiduje ona dodanie do ustawy o obywatelstwie przepisu mówiącego, że „funkcję publiczną może pełnić osoba posiadająca wyłącznie polskie obywatelstwo".

Stowarzyszenie proponuje też, by w przypadku objęcia funkcji publicznej przez osobę posiadającą więcej obywatelstw sankcją była utrata polskiego.

Ten drugi postulat senatorowie odrzucili jako zbyt radykalny. Jednak nad pierwszym pochylili się z życzliwością. – Intencja tej petycji mnie troszeczkę przekonuje – mówił podczas senator PiS Andrzej Mioduszewski. – Gdyby to przełożyć również na ministrów, wojewodów, może nie wszystkie osoby zajmujące funkcje publiczne, ale te główne, najważniejsze, byłoby to zasadne – powiedział na posiedzeniu komisji.

Przeczytaj też: Sędziowie z podwójnym obywatelstwem będą musieli zdjąć togę

Odpowiadał na to jego klubowy kolega. – Pierwszy postulat ma pewne ziarno racjonalności, jednak trudno sobie wyobrazić, byśmy podjęli uchwałę wiążącą (o podjęciu prac – red.) bez zasięgnięcia opinii MSWiA oraz MSZ. Dlatego proponuję, byśmy wystąpili z wnioskiem o opinie w tej sprawie – sugerował wicemarszałek Senatu Michał Seweryński z PiS.

Przy okazji senator Mioduszewski poprosił, by rząd przedstawił informację, ilu ministrów, senatorów i posłów ma podwójne obywatelstwo. Postulat wystąpienia o opinię przegłosowali senatorowie, a oponował tylko Jan Rulewski z PO.

Kogo konkretnie dotyczyłyby wymóg posiadania wyłącznie polskiego obywatelstwa? Zgodnie z definicją z kodeksu karnego osobami pełniącymi funkcje publiczne są nie tylko politycy, ale też m.in. żołnierze, policjanci, a nawet wszyscy zatrudnieni w jednostkach organizacyjnych dysponujących środkami publicznymi.

Autor petycji Daniel Alain Korona ze Stowarzyszenia Interesu Społecznego Wieczyste mówi „Rzeczpospolitej", że chodzi mu głównie o polityków. – Ten wymóg powinien dotyczyć ministrów, parlamentarzystów, europosłów, ale też radnych i prezydentów miast. A jest potrzebny, bo w przypadku posiadania podwójnego obywatelstwa nie do końca wiadomo, któremu państwu dana osoba będzie służyć – uzasadnia.

Korona zauważa także, że ministrowie o podwójnym lub potrójnym obywatelstwie zdarzają się w każdym z rządów. W ekipie PiS oprócz Anders taką osobą jest były wiceminister spraw zagranicznych Robert Grey (obywatelstwo polskie i amerykańskie). Za rządów PO podwójne ministerstwo mieli zaś minister finansów Jan Vincent Rostowski (polskie i brytyjskie), jego zastępca Stanisław Gomułka (polskie i brytyjskie) oraz wiceszef MSZ Paweł Wojciechowski (polskie i amerykańskie).

Czy podwójne obywatelstwo rzeczywiście przeszkadza w działalności publicznej?

– Absolutnie nie. W żaden sposób nie czuję się nielojalny wobec państwa polskiego – mówi poseł mniejszości niemieckiej Ryszard Galla, który posiada podwójne obywatelstwo.

I dodaje, że konsekwencją uchwalenia postulatu z petycji może być wyeliminowanie mniejszości narodowych z Sejmu i samorządów. – Co będzie dalszą konsekwencją? Zakazanie używania języka mniejszości jako pomocniczego w gminie albo nauczania go w szkołach? – pyta. I dodaje, że propozycja z petycji mogłaby okazać się trudna do zastosowania, bo tego, czy koś nie zataja drugiego obywatelstwa, w praktyce nie da się zweryfikować.

Podobne przepisy istnieją już jednak w polskim prawie. Wyłącznie polskie obywatelstwo musi posiadać m.in., prezes IPN, szefowie służb specjalnych i funkcjonariusze CBA. Ostatnio PiS taki wymóg wprowadził najpierw wobec prokuratorów, a potem i sędziów. Przepisy były ostro krytykowane jako niekonstytucyjne.

Czy petycja do Senatu jest sposobem na sprawdzenie, czy PiS wobec siebie okaże się tak samo wymagający? – I tak, i nie – mówi Daniel Alain Korona. – Mamy swoje cele, które chcemy zrealizować – podkreśla.