Jarosław Zieliński w latach 2015-2019 był wiceministrem spraw wewnętrznych i administracji odpowiedzialnym za policję.

W 2018 roku policjanci z Suwałk zarzucili mu, że z miejscowej policji zrobił "prywatny folwark". Funkcjonariusze twierdzili, że dom wiceministra jest pilnowany przez całą dobę, a policjanci podczas oficjalnych spotkań muszą udawać agentów Biura Ochrony Rządu.

Sprawa ta trafiła do posłanki PO Bożeny Kmińskiej, która skierowała interpelację w tej sprawie do ówczesnego szefa MSWiA Joachima Brudzińskiego.

Przeprowadzona kontrola nie wykazała nagannych zachowań Jarosława Zielińskiego - to nie on miał wydawać funkcjonariuszom polecenia, z których głośne stało się m.in. skierowanie policjantów do  wycinania konfetti przed wizytą wiceministra.

Zieliński stracił kontrolę nad policją i SOP we wrześniu 2019 roku, gdy nowym szefem MSWiA został Mariusz Kamiński.

W listopadzie tego roku ustąpił ze stanowiska, zastąpił go Maciej Wąsik.

Jak ustaliła Interia, Jarosław Zieliński, dziś szeregowy poseł PiS, wciąż korzysta z ochrony SOP.

Zasady, na których została mu ona przyznana, są tajne, podobnie jak przyczyny, dla których uznano, że poseł ochrony potrzebuje.

Zielińskiego chroni czteroosobowa załoga agentów, koszt jej pracy to ok. 35 tys. zł miesięcznie. Poseł ma też do swojej dyspozycji luksusowe BMW serii 7.

Konieczność posiadania ochrony tłumaczy tym, że wciąż czuje się zagrożony.

- Jeżeli chodzi o akty agresji czy pogróżki, doświadczam ich nieustannie. To bezpośrednie działania, choćby wtedy, gdy pojawiam się w miejscach publicznych. Trwają ciągle, od czasu ustawy dezubekizacyjnej - tłumaczy w rozmowie z Interią.