Polityk komentował nieudaną próbę odwołania ministra edukacji i nauki Przemysława Czarnka. Sam nie brał udziału w głosowaniu z powodu choroby, ale stwierdził, że szef resortu edukacji nie jest człowiekiem dialogu, to, co jest teraz przygotowywane, to wejście w autonomię uczelni i "rozmontowywanie" reformy Gowina.
- To wielkie rozczarowanie - powiedział Maksymowicz.
Poseł zauważył, że minister buduje przyszłość Polski "według pomysłów z zupełnie innego świata", a słuchając swego doradcy (Pawła Skrzydlewskiego, autora słynnych już słów o cnotach niewieścich - red.) - który "funkcjonuje w wykopalisku", niszczy podstawy Kościoła i odpycha od niego młodych ludzi.
Ten sam Skrzydlewski, mówił Maksymowicz, "podsuwał" Czarnkowi kandydatów do komisji dyscyplinarnej w ministerstwie, która - zamiast komisji uczelnianej, ma rozstrzygać sprawy sporne.
- Tam się pojawili ludzie, którzy zupełnie nie powinni tam być. Są tam przypadki ludzi, którzy mają prowadzone sprawy dyscyplinarne lub z powodu oszustwa musieli odejść z innych uczelni. Tego nie sprawdzano, nie rozmawiano z uczelniami, nie ma dialogu - ocenił.
Przyznał, że głosowanie jego byłych partyjnych kolegów za dymisją Czarnka, postawiłoby Polskę w bardzo trudnej sytuacji.
- Niezależność jest tutaj bardzo ważną sprawą. Współczuje koleżankom i kolegom. To porządni ludzie. Gdyby zagłosowali inaczej, to rząd pewnie by upadł, bo głosowanie przeciwko swojemu ministrowi jest zawsze takim aktem - przyznał polityk
Pytany o poszukiwanie większości sejmowej przez PiS poprzez szukanie "haków" na "niesfornych posłów", Maksymowicz stwierdził, że "nie jest dobrze przebywać w towarzystwie, które prześciga się w 'dojeniu' państwa".
Mówiąc o forsowanej przez PiS ustawie anty-TVN, Maksymowicz stwierdził, że jego zdaniem była to "próba, a nuż się uda".