Posłanka wzięła w poprzedniej kadencji 20 tys. zł. Pożyczkę wciąż spłaca. Rz: Po co tak majętna osoba jak pani wzięła z sejmowego funduszu świadczeń socjalnych 20 tys. zł?
Joanna Senyszyn: Na dokończenie remontu domu, który odziedziczyłam po mamie. Remont trwał siedem lat, właśnie ze względu na brak środków tak długo.
Nie było pani stać na remont?
No tak, ale to są nieruchomości czy części nieruchomości. Poza tym swoje oszczędności miałam zamrożone. Każdy poseł ma prawo skorzystać z takiej pomocy. Na remont wydałam o wiele więcej, niż zaplanowałam i niż było mnie stać. W ostatnich kilku latach bardzo podrożały materiały i usługi budowlane.
Na co je pani wydała?
Chyba na zakup tapet i tapetowanie, reszta na zrobienie kuchni: kafelki, podłoga, chyba też wymiana okien. Nie pamiętam już.
Musiała pani te pieniądze rozliczać w Kancelarii Sejmu?
Nie, nie musimy pokazywać faktur, ale mogę je pani pokazać. To była moja pierwsza pożyczka z Sejmu od 2001 r. I ostatnia. Remont zakończyłam.
Pożyczki sejmowe i wysokie uposażenie posła mają wpływ na politykę? Zniewalają posłów?
W poprzedniej kadencji Samoobrona nie chciała głosować za rozwiązaniem parlamentu głównie z tego powodu: pobranych kredytów. Część posłów, dostając się do parlamentu, zyskuje radykalną poprawę swojego statusu materialnego. Ja cały czas pracuję na Uniwersytecie Gdańskim i moje zarobki są znacznie większe od uposażenia poselskiego. Z Sejmu dostaję tylko część uposażenia i diety oczywiście.
Uważa pani, że taki fundusz socjalny nadal powinien istnieć?
Tak. Niektórzy posłowie mają liczną rodzinę albo niepracujących współmałżonków i mają kłopoty z przeprowadzeniem remontu. W każdym zakładzie pracy jest taki fundusz, a parlament jest przecież zakładem pracy.