Podpisany przez prawie milion osób projekt "Zatrzymaj aborcję" czeka na rozpatrzenie od 353 dni - wylicza skrupulatnie "Nasz dziennik" w artykule "PiS porzuca dzieci"..

Projekt ugrzązł w specjalnie powołanej podkomisji, której członkom przez pięć miesięcy nie udało się spotkać na choć jednym zebraniu.

O tym, że jest to decyzja polityczna, przekonywał europoseł PiS Ryszard Legutko podczas zakończonego w Krakowie Międzynarodowego Kongresu dla Małżeństwa i Rodziny. - Z tego, co wiem, to tam się toczą cały czas spory. Natomiast przed wyborami przyszłorocznymi na pewno nic się nie stanie. To jest po prostu niemożliwe. Natomiast po wyborach zobaczymy, co będzie - mówił Legutko.

"Nasz Dziennik" cytuje posłankę PiS Annę Siarkowską, która twierdzi, że nie ma żadnych merytorycznych przesłanek, by projektu nie uchwalić projektu już dziś, ale politycy obawiają się "ulicznych protestów proaborcyjnych bojówek".

– Natomiast tak samo jak się nie obawiali protestów w przypadku reformy sądów, tak absolutnie nie należy się bać „czarnych marszów” - mówi posłanka.

Czytaj także: Joanna Lichocka: Kaja Godek chce wywołać konflikt w PiS

Surowo pracę posłów ocenia Kaja Godek, inicjatorka projektu "Zatrzymaj aborcję". - My zatrudniamy polityków i z naszych podatków dostają oni diety. Jeśli pracownik nie wykonuje pracy, do której został zatrudniony, to czy dalej powinien ją wykonywać? - pyta.

Nie doczekało się również orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego zapytanie stu posłów, którzy wnioskowali o zbadanie, czy tzw. przesłanka eugeniczna, zezwalająca na aborcję z powodu nieodwracalnej wady płodu, jest zgodna z ustawą zasadniczą.

 

Jak twierdzi "Nasz dziennik", projekt tego orzeczenia jest gotowy już od wakacji.

 

X