Słowa Liebermana to reakcja na wpis amerykańskiej demokratycznej kongresmenki Ilhan Omar. Pochodząca z Somalii członkini lokalnej Minnesota Democratic-Farmer-Labor Party napisała na Twitterze, że jest przekonana, iż AIPAC (American Israel Public Affairs Committee - organizacja promująca zacieśnienie relacji amerykańsko-izraelskich) płaci politykom za ich proizraelską postawę.
Słowa Omar wywołały pospieszne komentarze żydowskich i nieżydowskich komentatorów i przywódców w USA i w Izraelu, wśród nich - Avigdora Liebermana.
"Fala antysemityzmu ogarnia świat i nabiera tempa" - napisał Lieberman w oświadczeniu. "Przedstawiciel Demokratów w Kongresie USA wyraża poparcie dla ruchu BDS (The Boycott, Divestment, Sanctions - Bojkot, Wycofanie Inwestycji, Sankcje - ruch przeciwko izraelskiej okupacji terenów arabskich - red.) i pisze antyizraelskie tweety" - napisał Lieberman.
Polityk zauważył, że antysemickie wpisy Omar nie są czymś jednostkowym - są częścią rosnącej fali antysemityzmu na całym świecie.
Jako przykłady na poparcie swojej tezy Lieberman przytacza neonazistowskie marsze w Budapeszcie, podczas których znoszone są antysemickie okrzyki, a "policja nie kiwnie palcem", antysemickie okrzyki skierowane do Żydów w londyńskim metrze czy w pociągu we Frankfurcie, czy incydent w sercu Paryża, podczas którego w żydowskiej restauracji żółtą farbą napisano: Jude.
Lieberman przytacza też dane statystyczne: wzrost incydentów antysemickich w ostatnich latach o 16 proc. w Wielkiej Brytanii i aż o 74 proc. we Francji.
"Żydzi na całym świecie, a zwłaszcza w Europie, muszą z tego wyciągać wnioski" - napisał Liberman. "Jeśli chcecie mieć żydowskie dzieci i wnuki, macie jedno wyjście: jak najszybciej przenieście się do Izraela'.