Dziennik "New York Times" rozmawiał z lekarzami, którzy przedstawiają prawdziwy cel ich misji w Wenezueli. 

Dr Yansnier Arias przytoczył przykład 65-letniego pacjenta, który trafił do szpitala z niewydolnością serca. Mężczyzna pilnie potrzebował tlenu. Butle znajdowały się w innym pomieszczeniu, ale przełożeni nie pozwolili lekarzowi na ich użycie. Sprzęt miał być dostępny bliżej wyborów, aby zmusić pacjentów do głosowania na rząd. - Przekaz był jasny: Maduro ma wygrać za wszelką cenę - relacjonuje lekarz.

Dr Arias opuścił kubański program medyczny. Obecnie mieszka w Chile.

Prezydent Maduro wykorzystywał zapaść gospodarczą, by wygrywać wybory. Obiecywał obywatelom dodatkowe zapomogi, jeśli oddadzą na niego głos. Do manipulowania wyborcami wykorzystano również lekarzy.

Używano wielu taktyk. Od prostych przypomnień, by głosować na rząd, po odmowę leczenia zwolenników opozycji. Kubańscy lekarze powiedzieli, że kazano im chodzić od drzwi do drzwi w zubożałych dzielnicach, oferując lekarstwa i ostrzegając mieszkańców, że zostaną odcięci od usług medycznych, jeśli nie zagłosują na Maduro lub jego kandydatów.

Jeden z kubańskich pracowników powiedział, że on i inne osoby, otrzymali fałszywe karty upoważniające do głosowania. Inny lekarz powiedział, że miał instruować pacjentów, jak mają głosować. Najprościej było manipulować starszymi osobami.

- To są rzeczy, których nigdy nie powinieneś robić - przyznaje. On i wielu innych komentowało to pod warunkiem zachowania anonimowości. Boją się o zemstę ze strony władz Kuby i Wenezueli.

Rząd Wenezueli sprawy nie komentuje. Kubańskie władze odrzucają oskarżenia o wciągnięcie lekarzy do politycznej kampanii. - Rząd Kuby chce mieć pewność, że reżim Maduro przetrwa. Są gotowi zrobić wszystko, by wspierać prezydenta - mówi José Miguel Vivanco z Human Rights Watch.