W nocy oświadczenie wydał Nika Gwaramia, dyrektor generalny Rustavi 2, informując o zawieszeniu transmisji po tym, jak kilku dziennikarzy i kamerzystów zostało zaatakowanych przez protestujących. - Ministerstwo Spraw Wewnętrznych nie mogło zagwarantować nam bezpieczeństwa (…) były groźby włamania do budynku, wrzucane były przez okna różne przedmioty - mówił.

"Prowokacja" miała miejsce w napiętym okresie, po zamieszkach, które wybuchły kilkanaście dni temu w reakcji na wizytę w gruzińskim parlamencie deputowanego do rosyjskiej Dumy Siergieja Gawriłowa, który przemawiał po rosyjsku z miejsca przewodniczącego Irakliego Kobachidze. Rozgniewani tym faktem protestujący próbowali wedrzeć się do budynku parlamentu. Policja użyła gumowych kul i gazu łzawiącego.

W wyniku protestów do dymisji podał się marszałek parlamentu Gruzji Irakli Kobachidze. W związku z wydarzeniami w Gruzji prezydent Rosji Władimir Putin podpisał dekret „w sprawie niektórych środków zapewniających bezpieczeństwo Federacji Rosyjskiej i ochrony obywateli Federacji Rosyjskiej przed działaniami kryminalnymi i innymi nielegalnymi działaniami”. W ramach dekretu zawieszono połączenia lotnicze do Gruzji. 

Tym razem przedstawiciele gruzińskich władz natychmiast zareagowali na kontrowersyjny program Rustavi 2, zamieszczając niemal identyczne wpisy w mediach społecznościowych. „Uważam, że ta transmisja jest jednoznacznie prowokacją, niezwykle niebezpiecznym przesłaniem skierowanym przeciwko pokojowi i bezpieczeństwu Gruzji” - napisał premier Mamuka Bachtadze na Facebooku, wyrażając nadzieję, że „wszyscy obywatele Gruzji i wszyscy przyjaciele Gruzji zdystansują się od tego awanturnictwa”.

Marszałek Arcził Talakwadze nazwał program Gabunii „bezpośrednią prowokacją” skierowaną przeciwko „własnemu krajowi i obywatelom”. „Nie ma żadnych pytań - ta grupa polityczna działa przeciwko Gruzji”, napisał marszałek, wskazując na opozycyjny Zjednoczony Ruch Narodowy, promowany w Rustavi 2. Również prezydent Salome Zurabiszwili stwierdziła, że „nie można chronić interesów kraju przez agresję, destabilizację i niepokoje”. Telewizyjny program był jednak krytykowany także przez opozycję.

Na Facebooku zareagował również były prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili, apelując, by „walcząc z rosyjskim imperializmem i okupacją, nasze media nie stały się podobne do histerycznych rosyjskich mediów”. „Prawda jest po naszej stronie, ale ta prawda musi być opowiedziana w sposób cywilizowany! Dążenie do szokowania i wywoływanie histerii tylko nam zaszkodzi” - dodał.