Boris Johnson przybył do Pałacu Buckingham tuż po tym, jak krótką wizytę u królowej zakończyła Theresa May.
"Królowa łaskawie przyjęła moją rezygnację" - powiedziała była premier dziennikarzom po opuszczeniu pałacu.
Kolejnym etapem zmiany na stanowisku szefa brytyjskiego rządu jest przyjęcie z rąk królowej misji tworzenia rządu przez następcę May, Borisa Johnsona.
Już w drodze do pałacu przyszły premier zetknął się z protestującymi - drogę jego limuzynie zagrodzili działacze Greennpeace, domagający się podjęcia natychmiastowych działań w obronie klimatu.
W Pałacu Buckingham Johnson przyjął z rąk królowej nominację na premiera Wielkiej Brytanii.
"Nie ma 'jeśli', nie ma 'ale'"
- Wielka Brytania w październiku opuści Unię Europejską. Nie ma żadnego "jeśli", nie ma żadnego "ale" - mówił Johnson w swoim pierwszym przemówieniu przed Downing Street 10. Zapewnił, że brexit nastąpi w ciągu 99 dni.
- Moim zadaniem jest służyć ludziom - mówił. - Przyjmę osobistą odpowiedzialność za zmianę, która jest przed nami. I będę premierem całej "niesamowitej czwórki" - Anglii, Szkocji, Walii i Irlandii Północnej.
Nowy premier zauważył, że brexit jest "fundamentalną decyzją" Brytyjczyków, ale też wyraził przekonanie, że możliwe jest zawarcie "satysfakcjonującej umowy" z UE. - Oczywiście musimy być przygotowani na możliwość, że Bruksela odmówi dalszych negocjacji, tę gotowość wymusza zdrowy rozsądek - mówił Johnson. Stwierdził teżz, że niezdolność Wielkiej Brytanii do podjęcia decyzji w sprawie brexitu osłabiła zaufanie biznesu do instytucji państwa.
Podziękował 3 milionom obywatelom państw Unii Europejskiej żyjącym na Wyspach, zapewniając ich, że będą mieli pełne prawo nadal tam żyć i pracować.
Zwycięstwo Johnsona w wyborach na nowego lidera torysów ogłoszono 23 lipca. 160 tys. członków partii wybierało nowego lidera spośród dwójki: Boris Johnson (były szef MSZ, były mer Londynu) i Jeremy Hunt (obecny szef MSZ). Ten pierwszy otrzymał 92 153 głosów. Hunta wybrało 46 656 członków Partii Konserwatywnej. Frekwencja w głosowaniu wyniosła 87,4 procent.
Dwójkę kandydatów na stanowisko szefa partii i premiera wyłonili w serii głosowań posłowie Partii Konserwatywnej. Ostatecznego wyboru dokonali wszyscy członkowie partii. To pierwszy w historii Wielkiej Brytanii przypadek, gdy członkowie partii wybierają de facto nowego premiera. W przeszłości dwukrotnie zdarzyło się natomiast, że zmiany premiera dokonywali parlamentarzyści rządzącej partii. W 1976 roku Jim Callaghan, następca Harolda Wilsona, został premierem po tym jak wybrali go na stanowisko lidera partii parlamentarzyści Partii Pracy. W 1990 roku w ten sam sposób zmienił się premier z Partii Konserwatywnej - John Major zastąpił wówczas Margaret Thatcher.
W środę Theresa May ma złożyć dymisję na ręce królowej Elżbiety II. Tego samego dnia królowa ma powierzyć misję stworzenia nowego rządu nowemu liderowi torysów.
W związku ze spodziewanym zwycięstwem Johnsona w wyborach odejście z rządu zapowiedzieli już m.in. kanclerz skarbu Philip Hammond i minister sprawiedliwości David Gauke. Ten pierwszy ma stać na czele wewnętrznej opozycji wobec Johnsona, która przygotowuje plan przeciwstawienia się własnemu rządowi, jeśli ten będzie zmierzać do twardego brexitu. W takim wypadku - zdaniem brytyjskich mediów - możliwe jest nawet, że kilkunastu torysów zagłosuje za wotum nieufności wobec własnego rządu.