Reklama

Eliza Olczyk: Adam Jarubas, co się Komorowskiemu nie kłaniał

Kandydat ludowców na prezydenta RP jest długodystansowcem

Aktualizacja: 04.02.2015 06:27 Publikacja: 03.02.2015 20:01

Cztery lata temu Adam Jarubas zawarł porozumienie z Januszem Piechocińskim. Piechociński został lide

Cztery lata temu Adam Jarubas zawarł porozumienie z Januszem Piechocińskim. Piechociński został liderem PSL i wysunął Jarubasa na kandydata PSL na prezydenta

Foto: PAP, Paweł Supernak

Gdy Waldemar Pawlak po wyborach w 2011 roku odprawił z kwitkiem świeżo upieczonego posła Adama Jarubasa, nie oferując mu stanowiska w rządzie, pewnie nie przypuszczał, że w ten sposób przesądził o końcu swoich rządów w PSL.

Jarubas, dzisiejszy kandydat Stronnictwa na prezydenta, wrócił wówczas rozżalony do swojego województwa i zawarł przymierze z Januszem Piechocińskim. Rok później w listopadzie 2012 r. Piechociński wygrał starcie z Pawlakiem i został prezesem Stronnictwa.

I natychmiast zarekomendował na szefa Rady Naczelnej Stronnictwa właśnie Jarubasa. Od tego momentu nikt nie mógł mieć wątpliwości, kto przesądził o sukcesie nowego prezesa. I może właśnie dlatego oszołomieni swoją decyzją delegaci nie poparli tej kandydatury. Szefem Rady Naczelnej PSL został Jarosław Kalinowski. Jarubasowi na otarcie łez pozostała funkcja wiceprzewodniczącego partii.

Dlaczego Jarubas postawił na Piechocińskiego, który wcześniej dwukrotnie przegrał walkę o przywództwo w Stronnictwie? – Uważał, że potrzebne jest nowe otwarcie w partii, że potrzeba pomysłów na jej ożywienie, i chyba miał rację – mówi świętokrzyski poseł Marek Goc.

Sam Jarubas nie chce odpowiedzieć na pytanie, dlaczego wystąpił przeciwko poprzedniemu prezesowi PSL.

Reklama
Reklama

– Waldemar Pawlak zadzwonił do mnie dwa dni po ostatniej Radzie Krajowej i zaoferował pomoc w kampanii prezydenckiej, to się dla mnie liczy, bo przecież od niego sporo się nauczyłem – mówi.

Awans do I ligi

Jarubas, 40-latek ze wsi Błotnowola, to polityczny długodystansowiec. Wyznaje zasadę, że drobnymi kroczkami łatwiej dotrze się do celu, niż sadząc wielkie susy. Jak dotąd, ta taktyka mu się sprawdza. W Stronnictwie jest od ponad 20 lat, a wcześniej działał w Związku Młodzieży Wiejskiej. Od ponad ośmiu lat lat jest marszałkiem województwa świętokrzyskiego. Od dwóch – wiceprezesem PSL, a od soboty kandydatem tej partii na prezydenta. Co prawda w PSL to wątpliwy przywilej, bo ludowcy nigdy nie czuli się dobrze w wyborach prezydenckich, ale dla samego Jarubasa to ogromny awans.

W jednej chwili z samorządowca zamienił się w polityka ogólnopolskiego. Po kampanii prezydenckiej zaś będzie peeselowską gwiazdą. Dołączy do ścisłej elity najbardziej rozpoznawalnych polityków, takich jak prezes Janusz Piechociński, minister rolnictwa Marek Sawicki czy minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz. Ten ostatni zresztą minę miał nietęgą na zebraniu Rady Naczelnej, która namaściła Jarubasa. Dotychczas to on był uważany za młodą nadzieję Stronnictwa, a teraz wyrósł mu w tej konkurencji poważny rywal.

Dostrzec dobro

– Wczoraj Władek Kosiniak miał lepszą minę, zgodził się być szefem mojej rady programowej – mówi na to Jarubas. – Sądzę, że wszyscy skorzystają na moim kandydowaniu.

Zbieranie i włączanie do współpracy wszystkich rzeczywistych i potencjalnych rywali to znak firmowy Jarubasa. – Staram się dostrzegać dobro w ludziach, daję im szansę, dopiero, jak ktoś zawala sprawy kilka razy, to wtedy nie mam skrupułów – mówi o sobie.

Adaś, jak wszyscy o nim mówią – pochodzi z rodziny działaczy PSL średniego szczebla. Pracował, jak to ludowcy – a to w KRUS, a to w specjalistycznym ośrodku zdrowia. Należał rzecz jasna do Ochotniczej Straży Pożarnej w Błotnowoli. Karierę polityczną zaczął już jako 19-latek. W 1993 r. do Sejmu wszedł niewidomy poseł Tadeusz Madzia, a Jarubas został jego asystentem. – Z tego obowiązku opiekuna niewidomego posła wywiązywał się wspaniale. Poseł był zadowolony, a Adaś uczył się polityki – opowiada świętokrzyski poseł PSL Mirosław Pawlak.

Reklama
Reklama

Sam Jarubas wspomina, że  gdy w wieku 22 lat został prezesem gminnego PSL w Nowym Korczynie, rodzice byli z niego bardzo dumni. – Widziałem wzruszenie taty, choć nie chciał się do niego przyznać – opowiada Jarubas.

Kandydat PSL uważa, że jest bliżej ludzi i wie, co naprawdę myślą wyborcy z Polski lokalnej

W świętokrzyskim PSL rządził wówczas i jeszcze kilkanaście lat później Alfred Domagalski, dziś prezes Krajowej Rady Spółdzielczej. Upatrzył sobie Jarubasa na następcę. Najpierw zrobił go sekretarzem wojewódzkim, a gdy w 2006 r. zrezygnował ze stanowiska szefa świętokrzyskiej organizacji, zarekomendował go na nowego lidera. W ostatnią sobotę na Radzie Naczelnej Jarubas podziękował mu za tamtą szansę.

W PSL zgodnie ze statutem musi być co najmniej dwóch kandydatów na każde stanowisko wybieralne. Rywalem Jarubasa był w 2006 roku dzisiejszy poseł Marek Goc. – Byłem wówczas wytrawnym samorządowcem, ale Adaś miał lepszą bazę polityczną – wspomina Goc. – Przegrałem, jak się okazuje, z kandydatem na prezydenta, a więc nie jest tak źle.

Goc zresztą później dobrze współpracował z Jarubasem i zawdzięcza mu mandat poselski, bo gdy we wspomnianym już 2011 r. marszałek województwa świętokrzyskiego zrezygnował, na jego miejsce wszedł właśnie Marek Goc, który dziś o kandydacie na prezydenta wyraża się wyłącznie dobrze. – To bardzo zdolny, pracowity człowiek – mówi. – Ostatnie wybory samorządowe potwierdziły jego przywództwo. Wynik przerósł moje najśmielsze oczekiwania.

Rzeczywiście Jarubas ma się czym pochwalić. Świętokrzyskie PSL ma po ubiegłorocznych wyborach 11 z 13 starostów powiatowych, ponad 50 wójtów na 100 i bezwzględną większość w sejmiku – 18 na 30 mandatów.

Reklama
Reklama

– Moglibyśmy rządzić samodzielnie, ale Adaś Jarubas zdecydował, że weźmie do koalicji trójkę radnych PO, a PiS dostał stanowisko wiceprzewodniczącego zarządu w sejmiku, niech też bierze odpowiedzialność za nasz region – mówi Mirosław Pawlak. – Dzięki niemu PSL w regionie naprawdę coś znaczy.

W Świętokrzyskiem od dawna regionalna prasa spekulowała, że Jarubas będzie kandydatem PSL na prezydenta.

– Ludzie tego chcieli – mówi Pawlak. – Pytali mnie, czy Adaś będzie startował, bo słyszeli, że chcemy popierać Bronisława Komorowskiego z PO, a woleli własnego kandydata. Pasuje nam ten wybór.

Wierzy, że wygra

Ale w tej beczce miodu jest też kilka łyżek dziegciu.

Po pierwsze, świętokrzyskie jako jedyny region zanotowało w 2013 r. spadek PKB na mieszkańca. Jarubas tłumaczy, że województwo szczególnie dotkliwie odczuło kryzys, ale 2014 r. był już lepszy. Jednak opozycja utrzymuje, że mógłby się bardziej postarać jako gospodarz regionu.

Reklama
Reklama

Po drugie, to z organizacji świętokrzyskiej wywodzą się samorządowcy, którzy założyli sobie nieformalne konta i zbierali pieniądze na drobne wydatki, co jest niezgodne z przepisami o finansowaniu partii politycznych. W rezultacie PKW odrzuciła sprawozdanie finansowe ludowców za 2013 rok, co może oznaczać dla partii utratę prawie 5 mln zł. Winni tej sytuacji zostali dwa tygodnie temu wykluczeni z partii przez sąd partyjny. Niektórzy działacze uważają jednak, że Jarubas powinien wziąć część odpowiedzialności na siebie, skoro o niczym nie wiedział.

No i jest też problem niewielkiej rozpoznawalności kandydata. W Świętokrzyskiem znają go w każdej gminie – jak mówią posłowie PSL – ale poza województwem to już zupełnie inna sprawa. Kto gdzieś na Dolnym Śląsku słyszał o Jarubasie, skoro nawet delegaci Rady Krajowej niewiele mogą o nim powiedzieć, prócz tego, że zwykle jest dosyć milczący.

W ubiegłym roku Jarubas odpowiadał za kampanię do Parlamentu Europejskiego, a mimo to niespecjalnie się zaznaczył. Pojawiły się wtedy abstrakcyjne spoty, które bardziej promowały logo i hasło niż kandydatów na europosłów. Koledzy z PSL trochę się z tego podśmiewali. Nie podobało im się też, że peeselowska koniczynka tak bardzo została wystylizowana, iż zaczęła przypominać wiatraczek. Ale wynik wyborów był zadowalający. PSL utrzymało cztery mandaty w europarlamencie, co w obliczu strat mandatowych Platformy Obywatelskiej można było uznać za sukces. Tym bardziej że wybory europejskie są bardzo trudne dla ludowców.

– Mnie się te spoty podobały – mówi płocki poseł Piotr Zgorzelski. Ale pytany o Jarubasa odpowiada: – Nie znam go za dobrze. Na moje oko to człowiek, który więcej myśli, niż mówi. Ale patrząc na stawkę kandydatów, uważam, że może osiągnąć dobry wynik, bo on naprawdę wierzy w tę misję.

Jarubas optymistycznie twierdzi, że będzie najmłodszym prezydentem po 1989 roku. Nie zraża go sceptyczna uwaga, że najlepszy wynik PSL w wyborach prezydenckich uzyskał dawno temu Roman Bartoszcze i było to zaledwie 7,15 proc.

Reklama
Reklama

– 2015 rok będzie przełomowy – mówi w rozmowie z „Rzeczpospolitą". – Pojawiło się nowe pokolenie polityków. Będę konkurował z Andrzejem Dudą i Magdą Ogórek. Mogę z nimi wygrać i przejść do drugiej tury. Tym bardziej że jestem bliżej ludzi, wiem, co się dzieje w Polsce lokalnej, i to jest moją siłą. Z Warszawy nie wszystko widać.

Bronisław Komorowski pytanie o kandydaturę Jarubasa skwitował śmiechem, podkreślając, że w elektoracie PSL ma 96 proc. zaufania.

– Odnotowałem to – mówi Jarubas. – Przy całej sympatii dla pana prezydenta, jak ktoś mówi, że ma prawie 100 proc. zaufania, to trąci mi to starą epoką.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Polityka
Pełczyńska-Nałęcz wicepremierem? Tomczyk przypomina o umowie koalicyjnej
Polityka
„Politico” o sytuacji w Polsce: Rozwiedzeni nie wiedzą, czy są rozwiedzeni
Polityka
Jaka będzie Polska 2050 Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz?
Polityka
To już koniec duopolu? Niemal 40 proc. Polaków dopuszcza myśl o marginalizacji lub rozpadzie PiS
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama