NIK przedstawił 13 maja wnioski z kontroli w sprawie tzw. wyborów kopertowych, które ostatecznie nie doszły do skutku. Izba ustaliła m.in. że decyzje podejmowane przez premiera Mateusza Morawieckiego w celu organizacji w pełni korespondencyjnych wyborów prezydenckich były podejmowane bez podstaw prawnych.
Wcześniej NIK złożyła zawiadomienia do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez zarząd Poczty Polskiej i zarząd Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych.
- Mamy jednoznaczne opinie, jeśli chodzi o departament prawny KPRM, jak również Prokuratorię Generalną, że nie ma podstaw prawnych do wydania (...) decyzji (o przygotowaniach do wyborów w pełni korespondencyjnych – red.) - mówi Banaś w rozmowie z TVN24.
Na pytanie czy PiS prowadzi z nim wojnę Banaś odpowiada, że "opinia publiczna niech to oceni". Sam zapewnia jednak, że jego działania nie są zemstą.
- Nie mszczę się. Dla mnie to pojęcie obce - przekonuje.
Banaś wyraża też opinię, że szef MSWiA, koordynator służb specjalnych, "może zbierać haki na każdego" i - jak dodaje - "w jego przypadku" też zbiera, choć "tych haków nie ma".
- Bo gdyby były, miałbym dawno postawione zarzuty. Dwa lata mija, przeczesuje się moich znajomych, partnerów handlowych czy biznesowych mojego syna sprzed iluś tam lat, sięga się do dawnych spraw sprzed 15-20 lat - zauważa.
Prezes NIK ocenia też, że obecnie w Polsce "został zachwiany trójpodział władzy". - Dzisiaj, niestety, widzimy, że daleko posunięty jest monopolizm władzy - podkreśla.
Banaś przyznaje też, że w PiS "były oczekiwania, żeby podał się do dymisji".
- Jak się zorientowałem, w jaki sposób się do mnie mówi, zrozumiałem, że nie ma żadnej uczciwej rozmowy, tylko gra. Totalna na zniszczenie mojej osoby. Nie miałem takiego zamiaru, żeby podać się do dymisji. Nie widziałem podstaw. Nie czuję się przestępcą, oszustem. Jestem uczciwym człowiekiem - zapewnia.