Na Norweską Partię Konserwatywną oraz jej rządowych koalicjantów - Liberałów, Chrześcijańskich Demokratów i Partię Postępu zagłosowało łącznie 34 proc. wyborców - o 9 punktów procentowych mniej, niż przed czterema laty.
Jednocześnie poparcie straciła główna siła opozycyjna - Partia Pracy - która uzyskała 24,5 proc. głosów, o 8 punktów procentowych mniej niż cztery lata wcześniej.
Wyborców zyskała natomiast agrarna Norweska Partia Centrum, która osiągnęła wynik 14,7 proc. - o 6,2 pkt. proc. więcej niż przed czterema laty.
Reuters zauważa, że lokalne sukcesy osiągały antyestablishmentowe partie sprzeciwu - m.in. komuniści, ale też partia kierowców FNB, która sprzeciwia się opłatom za wjazd do centrów miast (congestion charges) oraz innym opłatom drogowym.
Analitycy wskazują, że przyczyną utraty poparcia przez rządzących krajem konserwatystów są niepopularne reformy - m.in. wymuszone połączenia gmin, a także reorganizacja sieci posterunków policji i szpitali, która sprawiła, że niektóre społeczności mają mniejszy dostęp do usług publicznych.
Z kolei w ubiegłym miesiącu w Norwegii doszło do kryzysu rządowego w związku ze sporem o to, czy za utrzymanie i budowę dróg oraz transport publiczny płacić ze środków pozyskiwanych z kolejnych opłat nakładanych na kierowców.
Gdyby wybory do parlamentu w 2021 roku skończyły się podobnym wynikiem jak wybory lokalne, obecny rząd nie miałby większości w parlamencie. Z kolei opozycyjna Partia Pracy musiałaby prawdopodobnie tworzyć szeroką koalicję z Norweską Partią Centrum i partiami skrajnej lewicy.