Na wniosek klubu PiS prezydium Sejmu zdecydowało, że rozpoczynające się w środę posiedzenie Sejmu zostanie po jednym dniu przerwane i dokończone 15 i 16 października, po wyborach parlamentarnych.

Tę bezprecedensową decyzję komentowała w TOK FM wicemarszałek Sejmu i kandydatka Koalicji Obywatelskiej na premiera Małgorzata Kidawa-Błońska.

Wyjaśniała, że choć nie ma zapisu, który zakazywałby zebranie się "starego" Sejmu po wyborach, ale taka sytuacja nigdy dotąd się nie zdarzyła.

Kidawa-Błońska nie przyjmuje argumentu, że obecne posiedzenie przerwano, by posłowie mogli prowadzić kampanię wyborczą. Uważa, że Prawo i Sprawiedliwość ma ukryty plan: albo nie jest pewne pozytywnych dla siebie wyników wyborów, albo chce "przygotować jeszcze jakąś ustawę, która w normalny sposób nie byłaby w stanie być przegłosowana".

- Na pewno nie wróży to nic dobrego - oceniła Kidawa-Błońska.

Posłanka PO komentowała także obietnicę PiS, które zapowiedziało płacę minimalną w 2023 roku do wysokości 4 tys. zł. Jej zdaniem jest to "odgórna decyzja prezesa PiS", której realizacja zniszczy polska przedsiębiorczość.

- W naszym programie ustalamy, że płaca minimalna ma wynosić połowę średniej krajowej, a ta zależny od koniunktury - powiedziała Kidawa-Błońska.