Kancelaria Sejmu przedstawiła wyliczenia finansowe dotyczące poprzedniej kadencji. Jak zauważa dziennik "Fakt" posłanka PiS mieszkająca w warszawskim Ursusie do Sejmu woli jeździć taksówkami, a nie podróżować komunikacją miejską.

Średnio jej podróże do Sejmu kosztują niemal tysiąc zł miesięcznie, a łącznie w minionej kadencji posłanka wydala na ten cel aż 52 tys. 400 zł.

Poza tym za przejazdy płaciła pieniędzmi przekazywanymi z Sejmu na działalność poselską. Posłowie dostają na ten cel co miesiąc 12 tys. 150 zł.

- Nie mam prywatnego samochodu, ani prawa jazdy - wyjaśnia Pawłowicz w "Fakcie". Dziennik przypomina, że nie przeszkadzało jej to wydać w ostatniej kadencji 16 tys. zł na paliwo.

Prokuratura nie dopatrzyła się w tym przestępstwa, bo jak się okazało Pawłowicz podpisywała umowy na wykorzystywanie czyjegoś auta.

Dziennikarze znaleźli także inne przykłady tego, jak wydawane są pieniądze publiczne. Mariusz Błaszczak wynajmował kserokopiarkę i wydał na ten cel ponad 8,5 tys zł.

A Jan Bury z PSL produkował życzenia, co kosztowało 1,3 tys. zł. Adam Hofman na pożegnanie z Sejmem sporządził „sprawozdanie poselskie". Wydał na to ponad 25 tys. zł.

Od ubiegłego miesiąca posłowie na prowadzenie biura dostali podwyżki – teraz dostają już 13 200 zł miesięcznie.