"Rzeczpospolita": Czy sprawa reprywatyzacji pogrąży PO?

Ewa Kopacz, była premier, marszałek Sejmu i przewodnicząca PO: Sprawa reprywatyzacji musi być w sposób jawny i klarowny wyjaśniona. Niezależnie od tego, kogo będzie dotyczyła, którego ugrupowania politycznego i jakich osób. Dzisiaj warszawiacy muszą usłyszeć całą prawdę.

W centrum afery stoi Hanna Gronkiewicz-Waltz (wiceprzewodnicząca PO).

Dzisiaj chodzi o to, aby oddać sprawiedliwość pokrzywdzonym przy procesie reprywatyzacyjnym i dać prawdę warszawiakom. W całej dyskusji zapomina się o tym, co w tej sprawie jest najważniejsze, czyli interes warszawiaków, a w ich interesie jest wyjaśnienie sprawy, a nie spekulacje polityczne. Niektórzy już się widzą w warszawskim ratuszu i zamierzają startować w wyborach na prezydenta stolicy. Za wcześnie.

Czy pani będzie kandydatką PO w takich wyborach?

Dzisiaj prezydentem Warszawy jest Hanna Gronkiewicz- Waltz. Nie spekulujmy.

Czyli nie zaprzecza pani?

Dajmy szansę pani prezydent wyjaśnić sprawę, ona jest dziś tego najlepszym gwarantem. Nie będzie, jak zadeklarowała, kandydować w przyszłych wyborach. Nie potrzebuje sobie nabijać politycznych punktów. Dzisiaj broni swojego dobrego imienia i dorobku tych 10 lat w Warszawie, a to był dobry czas dla stolicy.

Nie odpowiedziała pani na pytanie o kandydowanie.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Bo pyta pan o nieistotne sprawy z punktu widzenia warszawiaków. Za dużo jest mówienia o polityce i politykach, a za mało pomysłów jak dać mieszkańcom Warszawy maksymalnie przejrzysty obraz 25 lat reprywatyzacji. Mam obowiązek występować w interesie warszawiaków, bo to dzięki nim sprawuję mandat poselski, te ponad 230 tys. głosów, które dostałam w Warszawie, to moje zobowiązanie.

Hanna Gronkiewicz-Waltz powinna wyjaśniać swoją sprawę?

Będzie niezależny audytor, który będzie to wyjaśniał.  Ratusz będzie miał obowiązek ujawnić wszystkie dokumenty dotyczące reprywatyzacji, z ostatnich kilkunastu, a może nawet i kilkudziesięciu lat. Profesjonalny i apolityczny audyt należy się Polakom.

Dymisja wiceprezydentów stolicy, obsadzenie stanowisk ludźmi Grzegorza Schetyny to haracz, jaki pani prezydent musiała zapłacić liderowi PO za to, że partia ją broni?

Jestem pewna, że zmiany były suwerenną decyzją Hanny Gronkiewicz-Waltz i przez nią zaproponowane. Trzeba było nowych ludzi, żeby móc wyjaśniać sprawy i jednocześnie zarządzać dalej stolicą. Witold Pahl jest prawnikiem, osobą niezwiązaną z miastem, spoza bieżącej polityki.

Pani broni Gronkiewicz-Waltz, ale już sama PO niekoniecznie.

Członkowie Platformy znają panią prezydent od lat. Wszyscy znamy ją z jak najlepszej strony. Nie wyobrażam sobie, żeby Platforma mogła nie bronić prezydent stolicy. Ale najważniejsza jest transparentność i uczciwe wyjaśnienie całego procesu reprywatyzacyjnego, nie awantura polityczna. Warszawiacy powinni mieć pełną wiedzę na temat każdej kamienicy, każdego oddanego mieszkania. Krok po kroku, dokument po dokumencie.

Spotkała się pani z KOD przed Kancelarią Premiera, odsłaniając kartkę z kalendarza pokazującą, ile dni mija bez publikacji wyroku Trybunału Konstytucyjnego.

Żeby zakończyć tę „złą zmianę”, należy współpracować. To nasza powinność. Obrona TK, niezależność sądów, świeckość państwa, europejskość państwa wymagają współpracy. Konkurencja polityczna i różnice są czymś naturalnym między partiami i środowiskami społecznymi, ale nie czas teraz na zajmowanie się samymi sobą. Trzeba bronić Polski przed PiS, bo wkrótce wyprowadzą nas z rodziny europejskiej.

Pan Orban i pan Kaczyński chcą nowej Europy, ale nawet Czesi i Słowacy nie podpisują się pod ich wizją. Unia Europejska nie chce kontrrewolucji kulturowej. Grupa Wyszehradzka też jej nie chce. Grono, w którym Kaczyński chce na swój sposób reformować UE zawęża się i nie zmieni tego nawet jedno czy dwa wspólne stanowiska V4.

PiS domaga się reformy UE, a Jarosław Kaczyński chce przygotować nowy traktat unijny.

Potrzebna jest silna pozycja Polski w UE. Powinniśmy przedstawiać swoje propozycję i umieć ich bronić, nie zapominając, ze jesteśmy członkami europejskiej rodziny.

Wtrącanie się zagranicznych organizacji w sprawy Polski pani nie przeszkadza?

Jest jeden prosty sposób na to, żeby PiS zapobiegł wtrącaniu się. Wystarczy, by nie niszczył demokracji i instytucji, które gwarantują nam wolność słowa i przestrzeganie prawa. PiS okazał się naiwny, myśląc, że świat odwróci oczy od niszczenia demokracji, niezawisłości sądów, niezależności TK i mediów publicznych.

Polacy wybrali partię, od której oczekiwali realnej zmiany. I ta następuje.

PiS oszukał Polaków. Partia Jarosława Kaczyńskiego w kampanii przedstawiała się jako ugrupowanie  proeuropejskie, otwarte i szanujące zasady państwa prawa. Ukryli w kampanii Macierewicza, Ziobro i Kaczyńskiego. Nie mówili o rannym wchodzeniu CBA do domów i zawłaszczaniu spółek skarbu państwa. Proszę sobie porównać PiS z czasów kampanii i PiS dzisiejszy. To jakby dwa inne ugrupowania.

Polacy chcieli władzy, która nie byłaby Platformą.

Platforma nie była bez winy. Popełniliśmy wiele błędów. Szanuję wybór Polaków. Szanuję demokratyczną zmianę. Jednak zapowiadana „dobra zmiana” z kampanii po kilku miesiącach okazała się festiwalem arogancji i pychy. Maski spadły. Ziobro, Macierewicz i Kaczyński są jeszcze gorsi niż w latach 2005-2007.

Szanuję panią premier Szydło, ale i jej współczuję, bo wiem, że polityka, którą realizuje nie jest jej polityką, ale prezesa PiS. On jest realnym premierem i cenzorem.

Kiedy pani była premierem, tym cenzorem był Donald Tusk. Na premiera została pani wyznaczona przez lidera PO, a nie samodzielnie utorowała sobie drogę do władzy.

Nie porównywałabym tych dwóch rzeczy. Kiedy byłam premierem, w ławach poselskich nie siedział Tusk, który by mnie później wzywał na dywanik i miał dla mnie kilka minut. Nie wzywał też na dywanik moich ministrów, nie zmieniał decyzji personalnych. Czas mojego premierostwa to czas pełnej mojej niezależności i decyzyjności. Nie byłam premierem na telefon. Beata Szydło okazała się tylko narzędziem w rękach Jarosława Kaczyńskiego. Wie to już każdy Polak.

Donald Tusk mógłby być liderem przyszłej zjednoczonej opozycji?

Oczywiście. Powiem więcej, mógłby być wspólnym kandydatem opozycji w wyborach prezydenckich. Lepszego kandydata zjednoczona opozycja nie znajdzie. Ale najpierw sam Donald Tusk musiałby wyrazić zgodę.

Wkrótce będzie musiał odpowiedzieć za Smoleńsk i Amber Gold.

W sprawie Amber Gold prokuratura postawiła zarzuty ludziom, którzy siedzą teraz w więzieniu. Nie wierzę w to, żeby prokuratura pod kierownictwem Zbigniewa Ziobro cokolwiek przeoczyła. Sejmowa komisja śledcza nie będzie przecież lepsza od prokuratora i ministra sprawiedliwości w jednej osobie. Jestem pewna, że ta sprawa nie zaszkodzi Tuskowi, mimo że PiS na to liczy.

Nowoczesna zapowiada swojego kandydata na prezydenta. Partia Ryszarda Petru ostro atakuje PO.

Liderzy opozycji powinni wznieść się ponad własne ambicje i powinni pomyśleć o Polsce i Polakach. Polacy oczekują, że zobaczą siłę, która będzie mogła stanąć naprzeciwko tych, którzy oszukali ich w ostatnich wyborach. Chcą alternatywy dla PiS. Kłótnie, podszczypywanie się w mediach przez opozycję tylko wzmacnia rządzących. Ani PO, ani Nowoczesna, ani też KOD i PSL w pojedynkę nie ochronią Polaków przed złą zmianą PiS. Tylko w zwartym i silnym szeregu możemy odsunąć od władzy szkodzących Polsce.

Tymczasem z PO usuwani są ci, którzy mają inne zdanie na temat kursu partii.

Oczywiste jest, że nie możemy zajmować się tylko sobą. W sprawach najważniejszych powinniśmy być razem. Platforma pod nowym przewodnictwem powinna się dotrzeć. Musimy być jedną silną drużyną.

Którą nie jesteście. Pani do Schetyny mówi publicznie: „Dla ciebie Pani Ewa”...

Każdy, kto mnie zna wie, że mam charakterystyczne i ostre poczucie humoru. Znał je Tusk i zna je Schetyna, jeden i drugi jakoś musiał z tym żyć. Jestem szczera i zawsze mówię to, co myślę. Nie zawsze mam rację, potrafię się przyznać do błędu, ale swojego zdania ukrywać nie zamierzam. I nawet ze Schetyną nie zawsze się zgadzam. Ale nie zamierzam w mediach atakować szefa PO. Tradycją Platformy Obywatelskiej jest dyskusja.

Nie ma pani wrażenia, że prawicowo-konserwatywna PO nie przetrwa bez rozłamu do wyborów?

Dla mnie oczywiste jest, że musimy zabiegać również o wyborcę prawicowego, ale nie możemy zapominać o ludziach o poglądach liberalnych czy lewicowych. Platforma najsilniejsza była, mając solidną pozycję w centrum i mocne skrzydła.

Grzegorz Schetyna twierdzi, że lewicowe eksperymenty w PO się nie sprawdziły.

Ja się nie czuję lewicowym eksperymentem. Walkę o uregulowanie kwestii in vitro też nie uważam za lewicowy eksperyment, lecz za przejaw wrażliwości społecznej. Podobnie jak troskę o seniorów. Bon refundacyjny to troska o seniorów, nie populizm.

Nie na wszystko stać Polskę. Łatwo zrujnować budżet. Nie możemy obiecywać wszystkiego, ale musimy najbardziej chronić najsłabszych.

Nie czuję się eksperymentem lewicowym, kiedy mówię o przyjaznym rozdziale państwa od Kościoła, o zachowaniu obecnego kompromisu antyaborcyjnego. Obecny konsensus i szacunek dla kobiet powinny pozostać nienaruszone. Kobiety same powinny decydować o sobie. Tu nie ma miejsca na politycznych ideologów, dlatego też in vitro wciąż powinno być finansowane z budżetu.

A PO nie powinna odwracać się od wyborców lewicowych i liberalnych?

Platforma nie może się od nikogo odwracać. Popełniliśmy błędy przez te ostatnie osiem lat. Wyciągnęliśmy wnioski. PO musi być racjonalną alternatywą. Zawsze po czasach ogromnych politycznych emocji przychodzi czas na spokój, na racjonalność. Na normalność.