W ekspertyzie czytamy też, że aby zmniejszyć napięcie należałoby przeprowadzić obrady Sejmu bez udziału mediów.

Ewa Kopacz stwierdziła, że takie propozycje są "zaskakujące dla wszystkich". - Nie powiem śmieszne, bo sprawy dotyczące polskiego parlamentaryzmu nie mogą być śmieszne, niezależnie od tego, ile w tym szaleństwa - dodała.

Była premier zapewniła jednocześnie, że żaden z posłów "nie będzie się zachowywał w taki sposób", by marszałka Sejmu musiał chronić BOR. - Po co tam jest BOR? Kogo się boją ci dżentelmeni z PiS-u? Kolegów parlamentarzystów? - dziwiła się.

Zdaniem Kopacz tym, kogo powinni bać się politycy PiS są "Polki i Polacy", którzy rozliczą ich w następnych wyborach.

Mówiąc o trwającym w Sejmie proteście opozycji była premier podkreśliła, że to władza ma możliwość, by zakończyć kryzys.

 

Zadeklarowała też, że jeśli PiS zgodzi się wznowić debatę nad budżetem, przerwaną 16 grudnia po wykluczeniu z obrad posła PO Michała Szczerby przez marszałka Sejmu, wówczas "żaden z posłów opozycji nie dołoży nawet swojego małego palca, żeby zakłócić te obrady".