Aby wygrać w I turze ubiegający się o czwartą kadencję Morales potrzebował co najmniej 40 proc. głosów, przy jednoczesnej przewadze nad kolejnym rywalem o co najmniej 10 punktów procentowych.

Po podliczeniu 99,99 proc. głosów boliwijska komisja wyborcza podała, że Morales zdobył 47,07 proc. głosów, a były prezydent Carlos Mesa - 36,51 proc.

Opozycja od kilku dni oskarża władze o oszustwa wyborcze w związku z faktem, że liczenie głosów oddanych w wyborach zostało przerwane na jeden dzień, kiedy po przeliczeniu 84 proc. głosów wszystko wskazywało na to, że konieczna będzie II tura wyborów. Sondaże pokazywały, że w II turze, w związku ze zjednoczeniem przeciwników prezydenta wokół Mesy, Morales mógł przegrać.

W Boliwii w ostatnich dniach dochodziło do ulicznych protestów przeciwników Moralesa. Sam prezydent - rządzący krajem od 2006 roku - oskarżał prawicową opozycję o próbę przeprowadzenia "zamachu stanu" i wzywał armię, aby "zjednoczyła się wokół niego".

Rzeczniczka boliwijskiej komisji wyborczej poinformowała, że 0,01 proc. głosów zostało anulowanych w departamencie Beni, gdzie ponowne głosowanie odbędzie się w listopadzie. Przewodniczący komisji poinformował, że chodzi o nieco ponad 500 głosów.

Wynik wyborów prezydenckich oznacza, że Morales będzie rządził krajem do 2025 roku, a więc przez 19 lat. Już dziś przywódca Boliwii jest najdłużej urzędującym prezydentem w Ameryce Południowej.