– Jeśli dojdziemy do władzy, zrobimy wszystko, by powołać międzynarodową komisję smoleńską i sprowadzić wrak tupolewa do Polski – mówiła w końcówce kampanii wyborczej w 2015 roku Beata Szydło, ówczesna kandydatka PiS na premiera. Ta sprawa zainteresowała posłanki PO Marię Janyską i Krystynę Sibińską. Wysłały do premier Beaty Szydło interpelację w sprawie stanu realizacji obu obietnic.
– Chciałyśmy sprawdzić, ile prawdy było w tym, co mówili politycy PiS przed wyborami i czy przypadkiem nie grali jedynie na emocjach – uzasadnia Janyska. Odpowiedź na interpelację wciąż jednak nie nadeszła, choć od jej wysłania minęło już 212 dni. Tak długi okres oczekiwania to obecnie rekord w Sejmie.
Zgodnie z regulaminem Sejmu posłowie mogą kierować interpelacje do członków Rady Ministrów, a odpowiedź „jest udzielana w formie pisemnej nie później niż w terminie 21 dni od dnia otrzymania interpelacji". Jak to możliwe, że posłanki PO wciąż nie dostały zwrotnego pisma z rządu? Regulamin Sejmu nie przewiduje sankcji za przekroczenie terminu. W dodatku ministrowie mogą kierować do parlamentu tzw. prolongaty, czyli prośby o przedłużenie czasu na odpowiedź.
Obecnie prolongatami objętych jest 68 interpelacji. Zdaniem opozycji ta lista nie jest przypadkowa. – Rząd zwleka wtedy, gdy odpowiedzi obnażyłyby cynizm polityków PiS – mówi Maria Janyska.
I rzeczywiście wśród interpelacji o rekordowym okresie oczekiwania na odpowiedź przeważają te, które są napisane przez posłów opozycji, głównie z PO, i dotyczą gorących spraw politycznych.