- Zgłosiliśmy jako kandydatów do TK osoby kompetentne i zasłużone dla reformy sądownictwa - stwierdził na konferencji prasowej szef klubu PiS Ryszard Terlecki, uzasadniając podaną dziś informacje o powołaniu do TK Krystyny Pawłowicz, Stanisława Piotrowicza i Elżbiety Chojny-Duch.

Zapewnił, że te trzy kandydatury nie są "kpiną z obywateli", co sugerowali dziennikarze i przekonywał, że kierowanie do TK byłych posłów nie jest upolitycznianiem Trybunału.

Terlecki przekonywał, że nominacje nie są nagrodą za zasługi dla rządów Zjednoczonej Prawicy, ale uznaniem dla kompetencji powołanych.

Pytany o PRL-owską przeszłość Stanisława Piotrowicza Terlecki skwitował, że została ona dawno wyjaśniona, a były poseł od wielu lat jest związany z Prawem i Sprawiedliwością, zaś jako szef sejmowej komisji sprawiedliwości "sprawdził się znakomicie".

Dziennikarze przytoczyli też wypowiedź Krystyny Pawłowicz z 2017 roku, gdy podczas posiedzenia sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka i dyskusji nad zapisem o skardze nadzwyczajnej powiedziała, że zapis w projekcie ustawy jest "wprost jaskrawie sprzeczny z konstytucją w swoim brzmieniu". Dodała przy tym, że "z powodu umowy politycznej" będzie głosowała tak, jak jej klub.

Terlecki stwierdził, że tej wypowiedzi nie zna, ale Pawłowicz w TK konstytucji będzie przestrzegać.

Szef klubu PiS dziwił się też, że swoich kandydatów do TK nie wystawiła opozycja. - Widać nie ma tam odpowiednich osób na to stanowisko - powiedział.