Troska o szczelność granic i dobro państwowego budżetu czasem przynosi nieoczekiwane skutki. Okazuje się, że przepisy pomyślane jako tama przed nadużywaniem gościnności państwa polskiego są przeszkodą w uczciwym płaceniu podatku. I to od dochodu legalnie osiągniętego w Polsce.

Wyjaśnijmy, skąd ten paradoks. Otóż czasem przyjeżdżają do Polski, podobnie jak do wielu innych krajów, specjaliści wysokiej klasy, by wykonać krótkotrwałą pracę np. przy budowie fabryki. Pobyt takiego eksperta trwa w Polsce zaledwie kilka tygodni lub miesięcy. W pewnych sytuacjach może się okazać, że taki specjalista od wynagrodzenia za pracę w Polsce musi zapłacić tu podatek dochodowy od osób fizycznych.

Czytaj więcej:

Raporty ekonomiczne Polskiej gospodarki nie da się już odciąć od imigracji

Pro

Specjaliści pożądani. Osobiście na budowie i w urzędzie

Sam obowiązek podatkowy nie musi być problemem, jeśli wszystko odbywa się legalnie. Jednak aby być polskim podatnikiem, trzeba uzyskać identyfikator – numer PESEL albo NIP. Ten drugi dotyczy działalności gospodarczej, a w przypadku etatowych pracowników czy zleceniobiorców pozostaje PESEL. Taki numer może uzyskać nawet cudzoziemiec. Pozwala na to ustawa o ewidencji ludności. Jeśli jednak taki cudzoziemiec nie jest obywatelem UE, Wielkiej Brytanii, Norwegii czy Islandii – może mieć praktyczny kłopot. Otóż od 1 stycznia 2026 r. obowiązuje przepis art. 18 ust. 1a tej ustawy, wymagający osobistego stawiennictwa w tej sprawie we właściwym urzędzie gminy. Gdyby pochodził z tych krajów – mógłby załatwić sprawę przez pełnomocnika.

Czytaj więcej

Koniec rekordów. Ubyło zagranicznych studentów w Polsce

Co ma zrobić ekspert, który mieszka na stałe np. w USA, a był w Polsce tylko kilka tygodni i nie zajmował się w tym czasie swoimi rozliczeniami podatkowymi? Ogólnie mówiąc – często ma obowiązek w rozliczeniu rocznym zapłacić w Polsce podatek. Musiałby się jednak specjalnie pofatygować do Polski, by uzyskać numer PESEL. Bez niego nie złoży tu przecież zeznania podatkowego. Urząd skarbowy też może mieć pretensje do pracodawcy zatrudniającego tu takiego eksperta, że nie odprowadził zaliczek na PIT. W rezultacie powstaje błędne koło – nawet jeśli podatnik chce zapłacić podatek, to przepisy o ewidencji ludności mu to w praktyce znacząco utrudniają.

Ustawa dotycząca Ukraińców uderzyła w inną grupę. Kłopotliwe uszczelnienie przepisów o PESEL

Skąd ten problem? Przepis dotyczący osobistego stawiennictwa dodano w ramach ustawy z 12 września 2025 r., porządkującej różne przepisy dotyczące głównie Ukraińców w Polsce. Chodziło m.in. o wyeliminowanie nadużyć w korzystaniu z różnych świadczeń (były przypadki uzyskiwania kilku numerów PESEL na jedną osobę). Tak przynajmniej uzasadniano rządowy projekt zmieniający szereg ustaw dotyczących cudzoziemców.

Reguły dotyczące obowiązków podatkowych takich krótkich zleceń są dość jednoznaczne, zawarte w umowach o unikaniu podwójnego opodatkowania (UPO). Wprawdzie zasadą jest, że polskim rezydentem podatkowym, który musi się w naszym kraju rozliczać z PIT, staje się osoba, która mieszka w Polsce przez ponad pół roku i wykazuje związek z Polską (przez pracę, wynajem mieszkania itd.). Niemniej jednak są wyjątki. Może się okazać, że wykonanie w Polsce nawet kilkudniowej pracy przez cudzoziemca skutkuje obowiązkiem zapłacenia tu podatku. Tak się dzieje, gdy pracodawca ma siedzibę lub miejsce zamieszkania w Polsce.

Nawet w przypadku, gdy pracodawcą jest firma zagraniczna, to wynagrodzenie trzeba opodatkować w Polsce, gdy firma ta jest tu obecna i tworzy tzw. zakład w rozumieniu UPO. Pojęcie „zakładu” nie musi w tym przypadku oznaczać fabryki, może to być np. biuro przygotowujące kontrakty handlowe. Zakładem jest też budowa trwająca ponad 12 miesięcy. Takie reguły zawarto w większości UPO, które zawarła Polska.

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Jolanta Grochal, doradczyni podatkowa, starsza menedżerka w Vialto Partners

W działalności wielu przedsiębiorstw, np. budowlanych, pojawia się potrzeba sprowadzenia z zagranicy pracownika o rzadkiej specjalności, na krótko, zwykle w ramach oddelegowania. W praktyce dość często okazuje się, że obowiązek rozliczenia PIT od takiego pracownika w Polsce jest identyfikowany z opóźnieniem, także już po jego wyjeździe z Polski. Rodzi to poważny problem dla osób mieszkających poza Unią Europejską, krajami Europejskiego Obszaru Gospodarczego i Szwajcarią. Warunkiem rozliczenia jest bowiem posiadanie numeru PESEL, który należy wskazać w formularzu podatkowym. Na jego podstawie należy też ustalić mikrorachunek do wpłaty podatku. Powstaje paradoks: nawet gdyby taka osoba chciała rozliczyć polski PIT, to w praktyce, zgodnie z tym wymogiem, powinna przyjechać do Polski tylko w celu uzyskania numeru PESEL. Z kolei ewentualna kontrola w firmie goszczącej taką osobę może – nie bez racji – zarzucić jej współpracę z osobą, która nie odprowadziła zaliczek na PIT i ma zaległości podatkowe względem polskiego fiskusa. Wyjściem z tej sytuacji byłoby na przykład dopuszczenie dokonania tych formalności przez pełnomocnika.