Ta pierwsza, będąca debiutem prozatorskim znanego publicysty, przenosi nas w drugą połowę XXI wieku. W Warszawie katolicy mieszkają już tylko na prawym brzegu Wisły, lewobrzeżna część stolicy została „oczyszczona” z przynoszących wstyd współczesnemu światu fundamentalistów religijnych. W Kościele doszło do potężnego pęknięcia: postępowi kardynałowie zwrócili się przeciw papieżowi, który po wypędzeniu z Watykanu musiał szukać schronienia w Afryce. Ostateczny triumf rozumu i definitywną klęskę religijnego obskurantyzmu uniemożliwia tytułowa chusta, kawałek płótna z wizerunkiem Chrystusa, o którym wiadomo tyle, że nie namalowała go ludzka ręka. Chustę przechowują warszawscy kapucyni, władze postanawiają ją jednak zarekwirować za zgodą stołecznego arcybiskupa – powiedzmy, że z lekka szantażowanego. Operacja wydaje się przygotowana doskonale, na przeszkodzie staje jednak pewien zakonnik.

Ojciec Jan „był wcześniej świetnie zapowiadającym się studentem medycyny, który został relegowany z uczelni po tym, gdy odmówił wykonania obowiązkowej dla wszystkich studentów drugiego roku aborcji. – Nie będę uczestniczył w morderstwie – powiedział wtedy Skorupek. Koledzy z roku uznali, że określenie mianem morderstwa »standardowego zabiegu medycznego« jest niedopuszczalną obrazą medycyny. Skierowali więc sprawę do sądu i wygrali ją. Skorupek zapłacił spore odszkodowanie. Później przez kilka lat próbował dostać się na inne uczelnie medyczne, ale opinia niebezpiecznego fundamentalisty ciągnęła się za nim przez lata. Poświęcił się opiece nad chorymi w osiedlach wykluczonych (czyli wierzących – przyp. K. M.). Miał jakiś romans, nieszczęśliwie się zakochał, aż wreszcie trafił do kapucynów. Chciał zostać bratem, bo władze odmówiły przyjęcia go na studia teologiczne, przypominając – jak to określono – wyrok za antyaborcyjny terroryzm”.

Utopia Terlikowskiego może przerażać, zwłaszcza że to, co pisze, wcale nie przekracza granic naszej fantazji. Jakoś dziwnie łatwo mogę sobie wyobrazić hierarchów kościelnych ubierających się „po cywilnemu”, nieklękających przed ołtarzem (po cóż ta rytualna gimnastyka!) i plac Zamkowy bez kolumny Zygmunta (widok krzyża trzymanego przez króla ranił uczucia muzułmanów). W Europie skrojonej na liberalno-lewicową miarę nie takie jeszcze cuda nam sprokurują!

Z kolei „Bigos” Krzysztofa Petelczyca to opowieść o współczesnej Polsce, tej zapomnianej, biednej, która jeszcze na dobre nie ocknęła się po upadku komunizmu. Polsce skonfrontowanej ze światem warszawskich menedżerów niezdających sobie nawet sprawy z istnienia tego drugiego świata – wykluczonych. Nie wszystko w tej powieści udało się autorowi, wprowadzenie akcji dość natrętnie przypomina film Juliusza Machulskiego „Pieniądze to nie wszystko”, książce przydałoby się odchudzenie, może właśnie o początkowe fragmenty. Ale ten polski „Bigos” ze strony na stronę nabiera tempa i potrafi poruszyć czytelnika, sporządzony bowiem został ze szczerą pasją i gniewem.

Diagnozy Petelczyca są bolesne, ale też nie stosuje on żadnych zabiegów upiększających, żadnego makijażu. Mocnym oskarżeniem są słowa jednego z bohaterów, czy raczej antybohaterów, powieści: „To są czasy strachu. Bo jakoś za komuny nie baliście się strajkować i bić o swoje. Bo tak naprawdę niewiele tego strachu było. A teraz każdy się boi, każdy tylko swego pilnuje. I naród już zdziadział do końca. A ci odważni wyprztykali całą energię, waląc w ZOMO butelkami z racjonowaną benzyną. I co? Zostali oszukani. Dostali gówno. Ci »solidarnościowcy« pełni frazesów zrobili taką nomenklaturę, o jakiej nasze dziady mogły tylko pomarzyć. I co? Te wasze rocznice! (...) to jest taki rozmach bizantyjski, jakiego w Polsce chyba i za Stalina nie było. A za tym wszystkim, za tym propagandowym śmieciem: pustka. A czy tu, czy tam, to i tak świnie zawsze będą górą! Więc naród durny śpiewa, że wszyscy Polacy to jedna rodzina, i co? Każdy szuka szczęścia na własną rękę, najlepiej za granicą...”.

Czym można zrównoważyć te oskarżenia? Przypomnieniem, że o wyjeździe za granicę za komuny można było co najwyżej pomarzyć... Tylko po co jechać? Zbierać w Hiszpanii truskawki pod okiem poganiacza niewolników? Naprawdę, świat z perspektywy popegeerowskiej wsi, widziany oczyma wykluczonego, nie wygląda dobrze.

[i]Tomasz P. Terlikowski „Operacja »Chusta«”.

Wydawnictwo Fronda, Warszawa 2010[/i]

[i]Krzysztof Petelczyc „Bigos”. Wydawnictwo Fronda, Warszawa 2010[/i]

Autopromocja
Panel dyskusyjny "Ach te magazyny"

Silniki boomu pracują pełną parą - rynek będzie rósł z uwagi na dalszy rozwój logistyki i e-commerce

OGLĄDAJ RELACJĘ