Gdziekolwiek się pojawię, muszę odpowiadać na pytanie, czy coś się zmieni w linii naszych pism i co będzie dalej. Wiem tyle, co wy, drodzy czytelnicy, ale też wiem, że nikt nie narzuci mi, bym pisał to, z czym się nie zgadzam. Są też czytelnicy – strażnicy świętego ognia – którzy biorą pod lupę każde zdanie, dopatrując się w nim koniunkturalizmu. To irytujący wyraz troski, ale i za niego dziękuję. A wasze e-maile i pytania zadawane w tramwaju czy na ulicy to dla mnie dowód na jedno: to, co moi koledzy i ja piszemy, jest dla was bardzo ważne. Wasza troska, drodzy czytelnicy, to sygnał, że chcecie, byśmy byli sobą. Będziemy.