Jestem wciąż pod wrażeniem świetnej książki Eve MacDonald o Kartaginie. A właściwie nie samej książki, która choć świetnie napisana, wnosi niewiele nowego do wiedzy o historii imperium punickiego, ale losów wielkiego miasta i jego kultury. To doskonała lekcja o tym, jak wielkiej władzy i wielkiej ambicji towarzyszy wielka destrukcja. Jak złe decyzje potęgują skalę kompletnie nieracjonalnego, nieludzkiego – mogłoby się wydawać – zniszczenia. Co ważne, Kartagina nie była ani pierwszą, ani ostatnią cywilizacją startą z powierzchni Ziemi. Historię piszą zwycięzcy; pokonani nie mają głosu. Niewiele bądź prawie nic nie wiemy o setkach kultur i państwowości zniszczonych przez Hetytów, Asyryjczyków, Rzymian czy Mongołów w obłędnym pędzie do budowy imperiów.