Reklama

„Christy”: Siła w bezsilności

Przekaz jest słuszny. Gorzej z wykonaniem.
„Christy”: Siła w bezsilności

Foto: mat.pras.

Pomimo faktu, iż „Christy” w reżyserii Davida Michôda, Australijczyka, który zyskał międzynarodowe uznanie dzięki debiutanckiemu „Królestwu zwierząt”, jest nominalnie filmem bokserskim, to, co w nim najbrutalniejsze, nie rozgrywa się wcale na ringu.

To naturalnie żadna nowość, że twórca sięga po jakąś dobrze znaną czy wręcz wyświechtaną konwencję i czyni z niej pretekst, by przybliżyć widzowi coś zupełnie innego, ale Michôd nawet nie udaje, że interesuje go to, co dzieje się między linami (już w „Światłach wielkiego miasta” Charliego Chaplina z 1931 r., a więc w komedii zbliżającej się do setnych urodzin, słynną walkę zrealizowano z większą werwą niż starcia w „Christy”, choć przecież moment ten pomyślano jako zamkniętą w pantomimie parodię szalenie popularnej wtedy dyscypliny sportu). To nie MGM Grand, hala widowiskowa w Las Vegas, świadkuje tu najdramatyczniejszym wydarzeniom, zwłaszcza że z zawodowych potyczek główna bohaterka wychodzi niemal zawsze obronną ręką. Areną zmagań jest w tym przypadku dom, który staje się miejscem zadawania bólu zarówno cielesnego, jak i emocjonalnego. Dzieło Michôda to zatem – z jednej strony – historia o sile, a z drugiej – o bezsilności.

Czytaj bez ograniczeń RP.PL

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

- dostęp do wszystkich treści na serwisie RP.PL,
- Plus Minus – treści publicystyczno-reporterskie,
- 2 newslettery dla subskrybentów,
- w subskrypcji rocznej – dodatkowo magazyny Nauka i Historia
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama